30 sierpnia

Akcja najstarszego polskiego filmu fabularnego miała miejsce w Wielkopolsce



1908 to ważna data w polskiej  kinematografii.  Właśnie z tego roku pochodzi najstarszy, zachowany polski film fabularny.  To również ważny film dla Wielkopolan, gdyż jego akcja jest ściśle związana z wydarzeniami, które miały miejsce właśnie na tych terenach.

 „Pruska kultura”  fr. Les martyrs de la Pologne, pol. Cierpienia Polski)  opowiada o walce z polskością w zaborze pruskim. Widzimy tu więc strajk dzieci wrzesińskich, ale i mieszkającego w wozie Michała Drzymałę.  
Film został zrealizowany przez warszawski kantor kinematograficzny "Siła", założony przez Mojżesza Towbina, a kręcony był ponoć we Wrześni. Premiera filmu odbyła się wiosną 1908 w Warszawie, jednak krótko po tym wydarzeniu carska cenzura mimo wszystko zabroniła jego emisji i odtąd nie wyświetlano go w zaborze rosyjskim. W związku z tym Mojżesz Towbin zdecydował się pokazać film we Włoszech i we Francji, gdzie zdobył duże uznanie wśród widowni. Następnie kopia filmu trafiła do Francuskiego Archiwum Filmowego w Paryżu i tam przeleżała w zapomnieniu do 2000, kiedy została odnaleziona przez poznańskich historyków filmu, profesorów Małgorzatę i Marka Hendrykowskich z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Znalezione 215 metrów taśmy filmowej to niespełna 8-minutowe dzieło. Prapremiera „Pruskiej Kultury” po odświeżeniu i napisaniu ścieżki dźwiękowej przez Krzesimira Dębskiego odbyła się 31 stycznia 2009 we Wrześni. Jeśli odwiedzicie Muzeum Regionalnym im. Dzieci Wrzesińskich możecie obejrzeć ten film, siedząc w oryginalnych szkolnych ławkach z początku XX wieku, co samo w sobie jest unikalnym przeżyciem.

27 sierpnia

Co się stało z dawnym krzyżem chwaliszewskim?


Chociaż wydaje się, że krzyż stoi mniej więcej w dawnym miejscu to warto pamiętać, że w 1908 roku stał tutaj całkiem inny krzyż, dość znacznie odróżniający się od obecnego. Czy pokryta złotem figura spoczywa na dnie zasypanego starego koryta Warty?

Moją prababcię Mariannę, gdy ta przybyła do Poznania z niewielkiego, wielkopolskiego miasteczka, przywitała inna postać Chrystusa. Nigdy się nie dowiem, czy przyjechała na Chwaliszewo tramwajem (zwanym ówcześnie kolejką elektryczną), którego linia wiodła na Tum, czy przywiózł ją wozem któryś z braci. A może wzięła dorożkę? Albo po prostu przyszła pieszo, prowadząc za rękę mojego, wówczas sześcioletniego, dziadka? Przypuszczam, że wielkiego krzyża nie można było nie zauważyć, przekraczając Most Chwaliszewski. Domyślam się, że przeżegała się wówczas, może nawet zatrzymała i chwilę pomodliła? Na pewno mijała go jednak dość często, podobnie jak i wielu innych mieszkańców Chwaliszewa. Wszakże wiele spraw trzeba było załatwić po drugiej stronie rzeki, a chcąc ją przebyć, trzeba było skorzystać z mostu – innej drogi po prostu nie było. A obok wciąż czuwał On – zawieszony na żelaznym, a nie drewnianym krzyżu…
Ten, z czasów Marianny, nie był też pierwszy. Wcześniejszy jeszcze, stał na środkowym prześle mostu, witając niejako szyprów, wpływających w zakole Warty. Usunięto go w 1877 roku podczas rozbiórki starszego, drewnianego mostu. Niestety, po przebudowie mostu, opartego na stalowej konstrukcji, zaborcy nie wywiązali się z wcześniejszych obietnic i nie chcieli wydać zgody na powrót krzyża na swoje dawniejsze miejsce.
Długa była walka o powrót krzyża na most. Spór był bardzo burzliwy.  Zbiórka pieniędzy na ustawienie krzyża została uznana za nielegalną, a odpowiedzialny za nią proboszcz został ukarany grzywną. Cała historia tego konfliktu jest niezwykle ciekawa, więc za jakiś czas być może wrócę i do niej. Pomimo trudności, wreszcie władze ustąpiły i w 1880 roku wyznaczono pod krzyż nowe miejsce. Uroczystość, związana z ustawieniem nowego krzyża, stała się prawdziwą demonstracją sprzeciwu wobec zaborców. Warto w tym miejscu nadmienić, że darczyńcami byli nie tylko mieszkańcy Chwaliszewa, czy sami Poznaniacy – pieniądze na ten cel przekazywano nawet z odległego Lwowa.
Zadecydowano, że krzyż zostanie ustawiony u wschodniego przyczółka mostu, na kamiennej podstawie wysokości co najmniej jednego metra i zostanie on otoczony z trzech stron żelaznym parkanem oddalonym ok. 80 cm od cokołu. Ostatecznie nowy krzyż poświęcono w niedzielę 18 kwietnia 1880 roku. Żelazny krucyfiks wraz z postacią Chrystusa oraz wszystkie detale (podstawa, barierki, itd.) kosztowały 2000 marek. Postać Chrystusa była wykonana z cyny i zawieszona na dwóch hakach oraz czterech śrubach. Co ciekawe – w czasach Marianny była ona prawdopodobnie malowana farbą, a dopiero w 1937 pokryto ją grubą warstwą 22,5-karatowego złota – wówczas masa rzeźby wynosiła około 150 kg. Podkreślano precyzyjne i wierne oddanie szczegółów anatomicznych ciała. Ciekawe, czy prababcia zauważyła nietypowe ułożenie stop Chrystusa. Przybito je bowiem osobno, jedną przy drugiej. Krążyły plotki, że tak kazały ukazać Chrystusa ówczesne władze, jednak bardziej prawdopodobne jest, że autor rzeźby sugerował się legendą o odnalezieniu krzyża Chrystusa przez cesarzową Helenę, zgodnie z którą odkryto cztery, a nie trzy gwoździe. Rzeźba powstała w Monachium, w zakładzie Kunstanstalt- Gebrüder.

 Sam żelazny krzyż został wykonany został w 1878 w Zakładach Hipolita Cegielskiego, miał 4 metry wysokości i 2,26 metrów szerokości, zaś ramiona postaci Chrystusa miały rozpiętość po jednym metrze. Sam krzyż został pomalowany na stalowoszary kolor, ale w 1937 roku. Końce poprzecznej belki i szczyt ozdobione były wydrążonymi, złączonymi ze sobą półkolami, artystycznie szkieletowane były również połacie belek.
Krzyżem i jego renowacją opiekowali się szczególnie miejscowi rybacy, w tym Poznański Cech Rybacki. Wielokrotnie był odnawiany. Warto przyjrzeć się jak krzyż wyglądał na różnych fotografiach – różne detale mogą być często podpowiedzią, z jakiego okresu pochodzić może zdjęcie. Na przykład w 1937 roku czasie jednej z renowacji wycięto rosnący w pobliżu krzak bzu.

Podobno krzyż w swej ówczesnej formie został zniszczony i wrzucony do Warty przez wojska niemieckie krótko po wkroczeniu do Poznania w 1939 roku?  Czy tam nadal spoczywa, na dnie zasypanej rzeki? Na zdjęciach z rozbiórki mostu widać  już nową, dzisiejszą formę krzyża.
Z krzyżem wiąże się wiele legend. Wkrótce i nich opowiem…

Zerwanie... z nocnikiem w tle

Do czego może też służyć naczynie nocne, czyli koniec stosunku miłosnego w 1908 roku - Kurier Poznański donosi 9 października 1908 roku:

Kamienica frontowa Teatru Polskiego w Poznaniu

Berlińska 18 - kamienica frontowa Teatru Polskiego, z której dochód miał wspierać funkcjonowanie teatru. "Praca" 1 lipca 1901


Lunatyk ze Strzeleckiej

 Na dobranoc, tym razem Dziennik Poznański z 10 października 1908

* Plac Piotra  - od ok. XIX wieku: Petrikirchplatz, Petriplatz (Polacy używali nazwy Plac św. Piotra) , od 1919 plac Świętokrzyski, od 1946: plac Hoovera od 1948 plac Wiosny Ludów

Gdy Poznań żył rzeką



Warto obejrzeć, jak piękny był Poznań z Wartą w starym korycie. Poznańska Wenecja. Chwaliszewo.

13 sierpnia

Sztuczne zęby aportowane przez psa




Z Wschowy piszą do „pos. N. N.” Dwóch poczciwych rzemieślników wracało onegdaj późno wieczorem do domu. A było im ciężko, bo zalali byli porządnie "robaka" w mieście. Nie mogąc już dalej, stanęli pode drogą, by pokrzepić się na siłach niuchem tabaczki. Jeden z nich, piekarz z profesyi, pogrzebał zapewno nadto wielką szczyptę tabaki w nosie, dość, że naraz począł kichać straszliwie, przyczem, o zgrozo, zęby mu wypadły, a miał już te trzecie, czyli ładne „umeblowanie z sztucznej kości” . Poszukiwania przy zmroku i na świecie i w głowie na nic się nie zdały. „Moje zęby, 44 mk, mnie kosztowały! tak zawodził nieborak, ale co robić? Zrezygnowawszy więc, z ciężkiem  sercem udali się nasi poczciwcy do domu.  Lecz któż opisze zdziwienie naszego majsterka, gdy na drugi dzień po poł. Znajduje swoje zęby na śmieciach.  Zafrasowana strapiona twarz jego rozjaśniła się w tej chwili. A skąd się wzięły zęby jego na śmieciach? Otóż pies, wierny i nieodstępny towarzysz majsterka, nauczony aportowania, myślał zapewnie, słysząc że coś wpadł odo rowu, że każą aportować i wskoczył po zęby. A, że mu ich nikt nie odebrał,  więc przyniósł je do domu i porzucił na śmieciach Nasz majster, który  zażywał tylko sobie okolicznie, postanowił podobno już nigdy nie zażywać po ciemku. 
Postęp sierpień 1908
zdj. reklama jednego z poznańskich dentystów z 1898

12 sierpnia

Gdy w Poznaniu ulice były pełne pracujących koni

Gdy w Poznaniu  ulice były pełne pracujących koni

12 sierpnia 1908 roku Kurjer Poznański donosił:
„Dręczenie zwierząt. Na rozkaz policji wyprzęgnięto w poniedziałek przed południem przed Bramą Berlińską pewnemu piekarzowi zamiejscowemu konia od woza, ponieważ kulał i był wycieńczony do tego stopnia, że z wielkim tylko trudem poruszał się z miejsca. Przywołany weterynarz orzekł, że biedne zwierzę nie jest zdolnym do pracy. Niesumiennego piekarza zapisano do kary za dręczenie zwierząt.”
zdj. fragment pocztówki - Widok Katedry z mostu na Cybinie [WBC]