21 stycznia

Zapomniana kamienica z Wrocławskiej

 A dziś –  nieistniejąca kamienica na ulicy Wrocławskiej (według dawnej numeracji 16).


Fotografia (kolorowana) z Kuriera Poznańskiego z 1937 roku.

Nieruchomość została zbudowana pod koniec XVIII wieku dla Fryderyka Pietscha, później  odkupiona przez gminę miasta Poznania. Nie miała kamieniczka ta szczęścia do lokatorów.  Przez chwilę funkcjonowała tu szkoła wieczorowa dla uczniów kupieckich, szkoła miejska, szkółka niedzielna dla uczniów szewskich i krawieckich, a nawet królewska szkoła budowlana. Prowadzono też w niej popołudniowe zajęcia dla chłopców z podstaw stolarki. Na początku XX wieku do I wojny światowej, znajdował się tu Instytut Higieny, w którym odbywały się wykłady o zdrowiu, przeznaczone zarówno dla szerszej publiczności, jak i kursy bardziej specjalistyczne, uzupełniające – dla lekarzy. Jednak już wtedy planowano  budynek rozebrać i w tym miejscu przeprowadzić drogę do Zielonego Ogrodu, celem ożywienia ”spokojnej […] ulicy Wrocławskiej wskutek czego cierpi tamtejsze kupiectwo”. Wówczas projekt upadł, ale temat wyburzenia budynku powrócił w okresie międzywojennym. W czasie pierwszej wojny światowej magistrat urządził tu punkt oddawania i wydawania odzieży dla weteranów wojennych, można było tu też odebrać znaczki na żywność, czy naftę (w tym okresie reglamentowano prawie wszystko). Po odzyskaniu niepodległości kamienicę odrestaurowano. Tutaj, w 1923 roku, swoją działalność rozpoczęło Państwowe Konserwatorium Muzyczne.  Z budynku korzystała również żeńska szkoła handlowa. Narzekano jednak na warunki lokalowe. W 1924 roku zaczęto narzekać, że brakuje tutaj… miejsca ustępowego.  Wówczas jednak nie doszło do uzupełnienia braków w tej ważnej kwestii, gdyż uznano, że nie warto w kamienicę-staruszkę inwestować, przecież budynek przeznaczony jest do rozbiórki. Ostatecznie jednak przetarg na rozbiórkę kamienicy ogłoszono kilkanaście lat później, w 1937 roku.

#ulicaWrocławska #PoznańWrocławska #KonserwatoriumMuzycznePoznań #dawnyPoznan #historiaPoznania #StareMiastoPoznań

03 stycznia

Co za zima!


Cóż za zima! – wołają „przysłowiowi” najstarsi ludzie, dodając, że czegoś podobnego nie pamiętają. Każdego poranku idzie taki człowiek do okna, patrzy przez szyby na zamglone niebo, rzuca spojrzenie na termometr i mruczy: znowu dwa stopnie ciepła, co za zima! Rzeczywiście, dotąd zachowuje się zima zupełnie śmiesznie. Nie ma ani siły, ani woli. Zaledwie parę razy zdobyła się na kilku stopniowy mrozik i zaraz osłabła, przechodząc w zamgloną, ani gorącą ani zimną apatyę. Słusznie oburza się na nią wielu ludzi. Dzieci, że nie mogą obrzucać się kulami śniegowymi, starsze dzieci, że nie mogą ślizgać się lub saneczkować. Skarżą się także handlarze futer , jeszcze bardziej skarżą się handlarze węgla i drzewa.

Dziwna jednak rzecz, że skarżą się także ludzie, których to wszystko nic nie obchodzi, bo ani futer nie noszą, ani się nie ślizgają, a powinni być zadowoleni, że oszczędzili parę marek na węglach. Ale obecnie zima bez zimy irytuje ich dlatego, że człowiek chce mieć porządek i w zimie powinien być mróz i śnieg. Poczekajcie jednak, grożą, a będzie wam skrzypieć pod nogami i co chwila będziecie chwytać się za uszy, czy z mrozu jeszcze nie odpadły. I wtenczas „przysłowiowi” najstarsi ludzie będą znowu mówić, iż tak wielkich mrozów nie pamiętają.



Dziennik Poznański 1910 r. 

#kiedyśtobyło #najstarsiludzie #takazima #dawnypoznań #dawnezimy #ciepłazima #mroźnazima #jakapogoda #historiaPoznania