24 maja

Rozmarzyć się przy napoju majowym


Mieli Francuzi swój absynt, mieli Poznaniacy swoje wino majowe

O absyncie słyszeliście? Ten zielony trunek alkoholowy, będący w istocie nalewką piołunową wciąż kojarzy się z zabawami paryskiej burżuazji i bohemy artystycznej na przełomie XIX i XX wieku. Kto jednak słyszał o napoju majowym? Kruszon majowy – Maitrank, znany też pod nazwą Mainwein, choć dużo słabszy od wspomnianego absyntu, może poszczycić się dużo starszym rodowodem, łączy go z absyntem wyjątkowy aromat, również oparty na ziołowych składnikach. Można by zaryzykować tezę, że w czasie, gdy w Paryżu upijano się absyntem, w Poznaniu raczono się napojem majowym i to z pewnością bardziej demokratycznie.



 Na przełomie kwietnia i maja zaczynała się produkcja Napoju Majowego, Właśnie wtedy pojawiał się on w ofercie poznańskich destylatorów, wytwórców win, restauracji czy nawet cukierni. Wytwarzaniem trunku zajmowali się na przykład Hipolit Robiński czy Antoni Pfitzner. Obficie się też nim raczono w kawiarniach, restauracjach. Także właściciele podmiejskich ogrodów rozrywkowych zachęcali do odwiedzin, podkreślając w swoich ogłoszeniach, że można i u nich spróbować napoju majowego.


Tajemniczy składnik - marzanka wonna

Pierwsze receptury pod łacińską nazwą Vinum Asperule pochodzą już ze średniowiecza. Podstawą napoju jest ziele Ta niepozornej dość roślinki o białych, drobnych kwiatkach – marzanki wonnej (Asperula odorata, dziś znanej pod nazwą przytulii wonnej (Galium odoratum). Całą tajemnicą tego zioła, zwanego też barwicą wonną, majownikiem, marzanną czy tabaką leśną jest zawarta w niej kumaryna. To właśnie ona odpowiada za przyjemny i charakterystyczny zapach siana, charakterystyczny dla marzanki. Co ciekawe, to kumaryna odpowiada też za charakterystyczny zapach innej „trunkowej” rośliny – turówki wonnej, nazywanej potocznie żubrówką. Posądza się, że kumaryna, spożywana w nadmiarze – może być szkodliwa, w nadmiarze może powodować senność i ból głowy, posądza się też, że jej częste spożywanie może prowadzić do uszkodzeń wątroby.


Wróćmy jednak do samej marzanki.

Roślinka kwitnie od kwietnia do czerwca. Możliwe, że nie tylko sam zapach i zawartość kumaryny, ale i inne właściwości tego ziela wpłynęły na popularność aromatyzowania nim napojów alkoholowych. Ziele marzanki pozyskiwane w pełni kwitnienia używane jest jako surowiec leczniczy, działający uspokajająco, rozkurczowo, sprzyjają przemianie materii, działa moczopędnie i aseptycznie. Używano go przy leceniu bezsenności, nerwobólach i nerwowości. Ma lekko gorzkawy posmak.



Marzanka i alkohole

Oprócz napoju majowego używano marzanki do aromatyzowania innych alkoholi. W Niemczech wina mozelskie zawdzięczały swój bukiet właśnie marzance. Słynny niemiecki likier Waldmeister (też brzmi niemiecka nazwa rośliny) nie mógł się obyć bez marzanki. We Francji zieloną marzanką aromatyzowano szampany, zaś Szwajcarzy dodawali jej do koniaków i likierów. W Stanach Zjednoczonych sporządzano poncz marzankowy z mieszaniny brandy, wina i likieru benedyktyńskiego.


Średniowieczna receptura

Najprostszą a jednocześnie najstarszą recepturą na napój majowy jest średniowieczne Vinum Asperule. Aby cieszyć się aromatem marzanki wystarczyło zalać wierzchołkowe pędy marzanki białym winem wytrawnym, nieco dosładzając napój. Najprawdopodobniej każdy destylator miał swój, tajny przepis na majowy kruszon. Oprócz białego wina dodawano czerwone, szampana, czy wodę salcerską i stosowano różny czas i sposób macerowania marzanki w alkoholu.


Napój majowy a poznańskie czarownice

Maiwein był szczególnie popularny w Niemczech, więc i w Poznaniu, będącym pod niemieckimi wpływami, cieszył się on popularnością. Poznań miał zresztą swoje specjalne zasługi w promowaniu samej marzanki, przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę relację przytoczoną przez Eduarda Hoffmanna-Krayera i Hannsa Bächtolda-Stäubli w ich słowniku „Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens” [ za: niemiecka Wikipedia hasło: Waldmeister]. Otóż marzanka została onegdaj tu użyta jako remedium na siły demoniczne. Kiedy w naszym mieście czarownice rzuciły urok na krowy, które nie chciały jeść, otrzymały marzankę z solą. Na czarownice najlepiej podobno działała mieszanka marzanki, dziurawca i mięty polej.

Tym bardziej trudno się dziwić poznańskiej renomie marzanki. Już w 1846 roku w majowym wydaniu Gazety Wielkiego Xięstwa Poznańskiego znajdujemy ogłoszenie niejakiego J.D. Weidnera, zapewniającego, że można u niego dostać „codzień świeżego napoju Majowego i lodów w różnych gatunkach” [pisownia oryginalna]. A później… oj rozmarzali się Poznaniacy nad marzankowym napojem majowym, Najdobitniej o tym świadczą zamieszczane ogłoszenia, w których producenci i sprzedawcy owego trunku zachwalali swoje wyroby. Sława napoju majowego docierała i do innych polskich miast.



Prawie wyginęła... 

Niestety, apetyt na marzankę doprowadził niemal do zaginięcia tej rośliny, szczególnie na terenie Niemiec. Także i u nas roślina była objęta częściową ochroną gatunkową w Polsce. Od 2014 roku nie podlega ochronie.
Dziś już niestety nie kupimy napoju majowego, ale znajdziemy przepisy na napój majowy w starych księgach kucharskich. Zamieszczam zatem jeden z nich, dla chętnych, którzy może zechcą przywrócić dawny smak, tak ceniony przez dawnych Poznaniaków.

Przepisy




--------------------------





14 maja

Korowód lodowych świętych i „zimna Zośka”



Charakterystyczne ochłodzenie w połowie maja było od lat obserwowane przez rolników, a dziś i naukowcy potwierdzają, że w tym okresie rzeczywiście w środkowej Europie powtarza się takie zjawisko klimatyczne, dziś określane zazwyczaj jako „Trzech Zimnych Ogrodników”. Zwykle po okresie ciepłej, wiosennej pogody, następuje gwałtowna zmiana cyrkulacji atmosferycznej i przy słabnącym wyżu zaczyna napływać – wraz z niżem barycznym – zimne powietrze z obszarów polarnych. W niektórych latach oziębienie jest tak duże, że występują przymrozki, a nawet… potrafi się pojawić śnieg.

Dziś najczęściej posługujemy się określeniem „Zimni Ogrodnicy” i zjawisko to, choć dokuczliwe, nie napawa nas aż takim strachem o późniejszy gwałtowny wzrost żywności. Dawniej, kiedy ludność była bardziej skazana na lokalny rynek, obawy o przemarznięte ziemniaki czy żyto lub późniejszy brak owoców wcale nie były obce także mieszkańcom miast. No nie ukrywajmy – większość mieszkańców swój wolny czas też chciała spędzić na wolnym powietrzu . „Śnieg w połowie maja – to wprawdzie nie fenomen nigdy nie oglądany, ale w każdym razie - gruby skandal!... Przy temperaturze niedalekiej od zera – trudno myśleć o zabawach ogrodowych, majówkach, nocach weneckich, wieczornych spacerach i przede- wszystkie m o redez-vous pod gołem niebem, w otoczeniu świeżej zieleni i rozkwitłych bzów. Cały program majowy bierze poprostu w łeb!... A -Zimna Zośka" swojem lodowatem tchnieniem mrozi gorące porywy serc swoich imienniczek... Zosie, Zonie, Zochny, których u nas jest przecież Iegjon, inaczej napewno wyobrażały sobie dzień swych imienin... Czyż po to obrano Im patronkę w "uroczym miesiącu maju" aby sobie na swoje imieniny odmrażały nosy i zaziębiały się w wiosennych kostjumach?.. Wszakże to wbrew sprawiedliwości przyrody, jeżeli wieczór imieninowy przyjdzie im spędzić w opalonym pokoju, przy zamkniętych oknach, bo inaczej gotowe dostać kataru.. . Wstydź się "Zimna Zosiu"... Wszak twoje imienniczki mają takie gorące serduszka” – tak za Kurjerem Krakowskim, ubolewał wielkopolski „Orędownik Ostrowski” w czasie jednego z najdrastyczniejszych ataków „Zimnych Ogrodników” w 1927 roku.

Co ciekawe, na początku XX wieku najczęściej ów nawrót chłodu nazywano zimnym korowodem trzech mężów lodowych: Św. Pankracego (12 maja), św. Serwacego (13 maja) i Bonifacego (14 maja). Wcześniej do tego grona zaliczano świętego Mamerta (11 maja), pomijając zwykle Bonifacego i wcale nie wspominając o zimnej Zofii. Ów biskup Mamert też świetnie nadawał się do swej roli, bo uznawano go za patrona, do którego wznoszono modły o urodzaj i zachowanie od klęsk żywiołowych, w czasie specjalnych procesji, wyruszających na pola.

Nasi pradziadowie jednak doceniali i dobrą stronę srogich świętych: „Jednę dobrą stronę ma zimny miesiąc maj, że robactwo nie będzie mogło się rozwielmożnić”, jak zauważał w 1897 roku Dziennik Poznański. Szczególnie dokuczliwe zimno musiało być dla chrabąszczy, które były dawniej ogromną plagą w ogrodach, a które zaczynały się już panoszyć i niszczyć rośliny w tym okresie, jeśli „nie dopisali” okrutni święci.



12 maja

MAJÓWKI WCZORAJSZE NIE UDAŁY SIĘ CO DO POWIETRZA



MAJÓWKI WCZORAJSZE NIE UDAŁY SIĘ CO DO POWIETRZA - narzekał w 1902 roku redaktor Postępu. 
Wiosenna pogoda kusiła Poznaniaków, zmęczonych przesiadywaniem w dusznym mieście. W cieplejsze dni tłumnie udawano się zatem do podmiejskich ogrodów-restauracji, wabiących muzyką i wieloma innymi, mniej lub bardziej wyrafinowanymi, rozrywkami. Można było tam potańczyć, ale i pograć w kręgle (często nagrodą była gęś). Panie natomiast rzucały rybą (niestety nie udało mi się jeszcze zgłębić zasad tej gry). Sporo zabaw przygotowywano też dla najmłodszych. Największe skupisko tzw. Établissements, czyli ogródków rozrywkowych znajdowało się na Dębinie (tam Franciszek Przybylski prowadził lubiane St. Domingo), ale popularnością cieszyły się także Villa Flora (ob. ul. Grunwaldzka), Szeląg, Wilhelmshöhe (Wzgórze Świętego Łazarza), Urbanowo. Częstym kierunkiem majówek było też Puszczykowo. #Dębina #WillaFlora #majówki#poznan1908

07 maja

Lodowaty maj, czyli gdy budzą się jedynie krety i nieliczne szczypawki…



Zimny maj? To wcale nie tak rzadkie zjawisko. 

Niezwykle chłodny był na przykład maj 1902 roku. Na brak ciepła narzekać mogli nie tylko Wielkopolanie, ale i mieszkańcy pozostałych zaborów. Zresztą, całej Europie maj roku 1902 dał solidnie popalić… w piecach. Dziennik Poznański donosił, że we Włoszech spadł nawet śnieg. W Wiedniu, jak informował poznański Postęp, panowało „zimne powietrze z nocnemi silnymi przymrozkami. Z różnych okolic donoszą o silnym śniegu, jaki spadł. W Czechach mróz wyrządził znaczne szkody w zasiewach ćwiklanych, jako też między drzewami owocowymi. Podobnie u nas się dzieje, od przeszło tygodnia dotkliwe zimna panują, a w nocy mróz, podobno w okolicach Wschowy mróz dochodził do 9 stopni, to też rzeczywista zima. Również i u nas mrozy zaszkodziły roślinności”.  

Nawet po tzw. Zimnych Ogrodnikach (św. Serwacy, Pankracy i Bonifacy), wówczas nazywanych nawet lodowymi świętymi, nie nadeszło upragnione ocieplenie w wielu rejonach kraju. Kurier Warszawski jeszcze 26 maja narzekał: „Niezwykle zimny maj tegoroczny sprowadził niepamiętne oddawna w przyrodzie następstwa. Dotychczas, a przecież miesiąc dobiega już końca, niema po wsiach zupełnie ani muszek, ani komarów, jak również robactwa ziemnego. Sezonowy świat zwierzęcy reprezentują dotychczas tylko krety i nieliczne szczypawki. (…) Z powodu braku owadów ogrodnicy przepowiadają obfity urodzaj owoców. Kwiaty i liście drzew, z powodu zimna, dopiero zaczynają się rozwijać. Ciernie okwitły a bzów jeszcze niema.” A wtórował mu nasz Dziennik Poznański „Starzy ludzie nie pamiętają tak zimnego maja jak w roku bieżącym”.