31 stycznia

BYSIU BUM! BUM! CHOŁ! CHOŁ! – czyli przeprawa przez Wartę



Mistrz rzeźnicki p. Winkler kupił we Wiorach* olbrzymiego stadnika i usiłował takowego dla skrócenia drogi przeprowadzić przez most na Starołękę*. Gdy mu zwrócono uwagę, że przez most wolno tylko ludziom przechodzić, wrócił do gościńca pana Kujawy, radząc się tego, jakim sposobem możnaby dostawić naczelnika obory w dniu dzisiejszym do Mosiny. Po lodzie – odpowiada radząc p. Kujawa, za którą to mądrą radę ofiarował p. Winkler 100 marek* temu, kto tej sztuki dokaże. Pan Kujawa zobowiązał się za trzy marki dzieła dokonać i zaraz zabrał się do pracy. Zwołał swego brata i dwóch szwagrów, którzy stadnikowi zawiązali oczy, nogi obwinęli miechami i przy wesołym śpiewie: bysiu bum, bum! choł, choł! wprowadzili go na lód, który się aż pod ciężarem ugiął. Buchaj [pisownia oryg.] buczał aż lód trzeszczał; kobiety, które się zbiegły, lamentując ręce załamywały; dzieci od strachu wniebogłosy krzyczały; a wśród tej urozmaiconej muzyki wesoła czwórka śmiało po lodzie z bysiem stąpała i szczęśliwie na drugi brzeg rzeki przybyła. Nad uszami bysia wykrzyknięto trzy razy wiwat, który jakoby rozumiejąc oddaną mu cześć, łbem przykiwnął, pomruczał i wesoło w dalszą ruszył podróż. 

Postęp, w styczniu 1905
------------
*Wiory –czyżby chochlik drukarski? – czy chodzi o Wiórek? A może Wiry?

*Stadnik – samiec rozpłodowy bydła domowego; buhaj; przewodnik stada

*Starołęka – w 1905 roku Starołęka jeszcze nie należała do Poznania, chociaż była z nim już bardzo związana. Poznańscy przemysłowcy lokowali tu swoje zakłady przemysłowe, szczególnie ze względu na bliskość Warty (było tu nabrzeże przeładunkowe) oraz dworzec kolejowy. Bliskość stacji Łęgów Dębińskich sprzyjała również rozwojowi funkcji rekreacyjnej dla Poznania – przy ul. Starołęckiej wyrosły popularne wówczas ogródki rozrywkowe, m.in. popularna restauracja ogrodowa Bogusława Kempfa (wcześniej Zameczek nad Wartą), czy oberża Zum Deutscher Kaiser. Starołęka Mała (m.in. rejon ul. Maya i ul. św. Antoniego) przyłączona została do Poznania 1 stycznia 1925

*Most w Starołęce – Właśnie w 1905 powiększono i rozbudowano stację kolejową. W 1903 dobudowano do mostu kolejowego kładkę pieszą, co uderzyło w funkcjonującą obok przeprawę promową. W 1905 przejście piesze oświetliły lampy elektryczne. Kładka rzeczywiście mogła nie nadawać się do przeprowadzenia przezeń na drugą stronę olbrzymiego zwierzęcia.

*100 marek – w 1905 roku można było za taką kwotę nabyć na przykład ponad 30 barchanowych damskich pantalonów, ponad 40 koszul męskich, 30 fenigów kosztował popularny elementarz, wstęp na ślizgawkę w Dolinie Świętojańskiej kosztował 10 fenigów, a męski zegarek można było kupić już za 6 marek. Pokój dla dwóch panów ze stołowaniem w centrum Poznania, na narożniku świętego Marcina i Piekar – 45 marek miesięcznie, a płaca stróża czy robotnika budowlanego – zaledwie 60-70 marek.
#poznan1908 #Staroleka #Warta #cenywPoznaniu

29 stycznia

Jak zrobić selfie w 1913 roku?


Selfie na początku XX wieku w Poznaniu? Dlaczego nie... Na ulicy Wiktorii (czyli dzisiejszej Gwarnej) pod numerem 20 funkcjonował Amerykański automatyczny zakład fotograficzny, w którym można było samemu zrobić sobie zdjecie. Reklama zachęcała: "Naciśnij na guzik!" i "Fotografuj się sam!"

26 stycznia

Brytan w derdakach, czyli niefortunna przygoda bamberki


„Przechodnie ulicy Seekta w dniu wczorajszym byli widzami wprawdzie dla niejednych niemiłego, dla drugich zabawnego widowiska. Dwa spore brytany, znać starzy nieprzyjaciele, spotkawszy się, jakby na komendę schwyciwszy się pazurami za łby, runęli na ziemię, tarzając się na ulicy z jednej na drugą stronę. Przechodząca w taj chwili bamberka, ani się spodziała, jak jeden z walecznych brytanów odrzucony w bok, wpadł pod bamberkę, przewrócił ją nogami do góry a zaplątawszy się w derdaki byłby ją może poturbował, gdyby nie jeden z żołnierzy, który schwyciwszy brytana za kitę, zakręcił nim w koło raz i drugi, tak że pies wystraszony osiadł na miejscu. Bamberka zamiast podziękować swemu wybawcy, który ją uwolnił z niemałego położenia, zaczęła tegoż błogosławić, sądząc zapewne, że pies jest własnością żołnierza. Szczęściem, że żołnierz nie rozumiał po polsku, myśląc i twierdząc, że to ładne podziękowanie odnosi się do psa.”
Całą historię opisał redaktor Postępu w 1903 r.
Derdak – wełniak, rodzaj spódnicy, prawdopodobnie od derdać, dyrdać, w derdy albo w dyrdy biec = biec żwawo, prędko drobnym krokiem
Ulica Seekta – spolszczona nazwa Seecktstrasse – dziś ulica Solna
#bambrzy #bamberka #poznan1908 #derdak #ulicaSolna#bambrzypoznanscy #dawnypoznan

22 stycznia

Moim poznańskim babciom

Chociaż w 1908 roku nie obchodzono jeszcze Dnia Babci i Dnia Dziadka, to w Poznaniu zazwyczaj bardzo szanowano starszych członków rodziny. Może nie powinno zatem dziwić, że kilkadziesiąt lat później, to właśnie tutaj, w tym mieście, zaczęto obchodzić Dzień Babci.


– Ten wpis dedykuję pamięci: 
 moich babć Marty (1905–1999) oraz Czesławy (1910–1980), moich dziadków Leona (1902–1961) i Aleksandra (1907–1994) oraz wszystkich moich pra….babć i pra…dziadków, nie pomijając oczywiście samej prababci Marianny

­

Co prawda pewne doniesienia mówią o dopiero o latach sześćdziesiątych XX wieku, zatem wykraczających nieco poza zakres czasowy mojego bloga, ale przecież właśnie wtedy babciami i dziadkami zostawali Ci, którym młodość dane było spędzić tuż przed i po I wojnie światowej. Czy to właśnie cechy poznańskich seniorów, którzy jeszcze na początku XX wieku byli młodzi, sprawiły, że właśnie tu odbyło się zapewne pierwsze polskie Święto Babci? 


Może to właśnie w czasie trudnych czasów zaborów kształtowały się ciepłe i pełne mądrości postawy naszych poznańskich babć i dziadków? A może sami, wychowani przez swoich statecznych i patriotycznych przodków- ich po prostu naśladowali. Wśród babć i dziadków wielkopolskich z lat sześćdziesiątych wielu było wychowanych w niezwykle patriotyczny sposób. To właśnie oni wcześniej byli dziećmi, uczestniczącymi w szkolnych strajkach, opierali się germanizacji, później walczyli z zaborcą w Powstaniu Wielkopolskim. Czasy ich dzieciństwa i młodości były niezwykle trudne. Doświadczyli zarówno okresu, gdy Polski nie było na mapie, ale dane im było walczyć o zachowanie swojego ojczystego języka i tożsamości. Mieli za sobą traumę I wojny światowej, czas odbudowy Polski międzywojennej, kryzys lat trzydziestych i okrutne czasy kolejnej wojny. Jakby tego było mało – czas komuny też wielu z nich nie oszczędził. Te niezwykle dramatyczne losy, często związane z utratą majątku, brakiem pewności, co do jutra, zmieniającymi się wciąż warunkami życia, zamieszkania, pracy, niemały zapewne miały wpływ na kształtowanie ich postaw wobec wnuków, których otaczali bezwarunkową miłością, ale i czuli się w obowiązku przekazywać im wielkopolskie wartości. Oni najlepiej wiedzieli, jak cenna jest rodzina, czasem to było jedyne, co trwało… 



To właśnie dla tego pokolenia babć i dziadków powstał pomysł uczczenia ich własnym świętem. Idea Dnia Babci ponoć pojawiła się w tygodniku „Kobieta i życie”. Niedługo potem, bo w 1964 podchwycił go „Express Poznański” i spopularyzował w 1965.




Związana z tym dniem jest niezwykła anegdota: „W styczniu 1965 występowała gościnnie na scenie poznańskiego Domu Kultury MO przy ul. Grunwaldzkiej wspaniała artystka, ostatnia z legendarnego rodu Trapszów – Mieczysława Ćwiklińska. Obchodziła akurat swoje 85. urodziny. Zastanawialiśmy się w redakcji „Expressu Poznańskiego” jak ją uczcić? – wspominał Ryszard Danecki, redaktor "Expressu Poznańskiego". – Grała w sztuce Casony „Drzewa umierają stojąc” rolę Babci. Zamówiliśmy więc w cukierni „Merkurego” wielki tort z napisem „Dla babci”. Po pierwszym akcie wręczyłem jej kwiaty i ten tort, wmawiając, że my w Poznaniu obchodzimy 21 stycznia Dzień Babci. Oczywiście, nazajutrz ukazał się duży artykuł o tym wydarzeniu... Kierownictwa popołudniowych dzienników spotykały się na początku każdego roku w Warszawie i każda redakcja przedstawiała ostatnio podjęte inicjatywy. Wówczas właśnie – oprócz konkursów na nowelkę: „Expressu”, kiermaszów podczas majowych Dni Oświaty Książki i Prasy, powiedziałem o Dniu Babci. Warszawski „Express Wieczorny” podchwycił ten pomysł i w roku następnym 21 stycznia też ogłosił Dniem Babci. I tak zaczęło się w całej Polsce. Do dziś wielu przypisuje autorstwo święta centralnej gazecie, tymczasem „Express Poznański” był pierwszy. Na prośbę naszej redakcji cukiernia „Merkurego” co roku piekła coraz popularniejsze torciki, dedykowane babciom.”

Mimo wszystko cofnę się też do dalszych czasów, byście mogli sami zobaczyć, jak wielkim szacunkiem i miłością były otoczone babcie już na początku XX wieku. Oto dwa wspaniałe toasty na cześć matron, do wznoszenia których zachęcał wydany w Poznaniu w 1902 roku „Zbiór Toastów z dodatkiem monologów i innych utworów humorystycznych oraz pieśni towarzyskich”. Księga ukazała się nakładem poznańskiej Księgarni Katolickiej.



Grono nasze zaszczyca obecnością swoją osoba, która doszedłszy do sędziwego wieku, spogląda dziś na długi szereg lat pracy i sumiennego spełniania obowiązków, do jakich ją Opatrzność powołała. Praca ta jej wydała obfite owoce: wychowała bowiem dzieci swe na dzielnych mężów i cnotliwe niewiasty i cieszy się widokiem lubych wnucząt. Pełniła ona obowiązki swe zawsze sumiennie i w bojaźni Bożej i jej cnoty i szlachetne zalety serca i duszy mogą posłużyć za piękny wzór młodszym pokoleniom. Dziś zażywa słodyczy spokoju, jaki życie człowiekowi dać może; daj Boże, aby tego zasłużonego spoczynku zażywała jeszcze po jak najdłuższe lata !

Pod czepeczkiem włos staranny,
Zaczesany starą modą —
Tak nosiły wszystkie panny,
Kiedy babcia była młodą.
Miły uśmiech ma na twarzy,
Myśl pogodną serce prawe —
Konfitury sławne smarzy,
I wyborną robi kawę.
Składa lat już kilkanaście
Do słoików i do sakiew
Różne zioła, rożne maście
I skuteczną zna dryjakiew.
Da ci lekarstw, co się zmieści
Z swej apteczki, byś był zdrowy,
Ma herbatkę na boleści,
Ziółka ma na zawrót głowy.
Cały dzień pończoszkę gmatwa,
Nigdy oczko jej nie spadło,
A w niedzielę wiejska dziatwa
Ćwiczy z babcią abecadło.
W wieczór do różańca bierze
Równie dzieci jak i czeladź,
Przed spoczynkiem na pacierze,
By cześć Bożą w serca przelać.
To też ludzie jej oddani,
Szczera wdzięczność jej zapłata.
„Nie ma jako starsza pani !“
Daj jej Boże długie lata !
(K. Krumłowski.)
„Gdy myślami naszemi cofniemy się do najmłodszych lat naszych dziecięcych, to na tle naszych wspomnień przedstawia się obraz miłych postaci niewieścich, zawsze dla nas dobrotliwych i uśmiechniętych, ubranych w strój staroświecki w czarnym czepeczku na siwych włosach. To nasze babcie! Kto miał to szczęście, dzieckiem będąc, posiadać taką babcię, ten wie, jak miłe wiążą go z nią wspomnienia. Babcie nas pieściły i piosnkami nas tuliły do snu, one brały nas w opiekę, gdy za naszą krnąbrność lub lekkomyślność zagrażały nam plagi ze strony surowego ojca, lub zagniewanej matki. One pocieszały nas, gdyśmy płakali nad zepsutą zabawką i starały się naprawić szkodę, jaka nas spotkała. One uniewinniały każdy błąd nasz, a na nasze zalety, — jeżeliśmy je posiadali, spoglądały okiem dumy i szczęścia.
Dla naszych babć nie istniało na całym obszarze ziemi nad nas nic piękniejszego, mędrszego i lepszego. Dlatego drogie powinno być każdemu z nas wspomnienie babci, jako tego ducha opiekuńczego, który go taką miłą i troskliwą otaczał miłością. Ku uczczeniu naszych babci wnoszę toast niniejszy, a składam go w ręce czci najgodniejszej babci znajdującej się w gronie naszem.”

Ilustracja: Babcia z reklamy kakao, 1905 r. Tygodnik Mód i powieści.






01 stycznia

Niemiecki trubel, „puncz sylwestrowy”, bocianie gniazda i nogi wieprzowe. Jak Poznaniacy świętowali nadejście Nowego Roku na początku XX wieku?




źródło fot. POLONA

Jeszcze w 1925 roku Narodowa Organizacja Kobiet i Katolicki Związek Kobiet apelowały do Poznanianek na łamach miejscowej prasy:

„Do kobiet polskich! Z powodu zbliżającej się nocy Sylwestrowej, wzywamy wszystkie kobiety, aby wpływem swoim, jako żony czy matki, wywalczyły zrozumienie, iż dziki zwyczaj zamącania spokoju publicznego, pozostawiony nam przez niemieckich zaborców, niegodnym jest kulturalnego narodu. Kobieta, mająca stać na straży dobrych obyczajów, winna przykładem własnym, powstrzymywać lekkomyślnych od gorszących wybryków. Nie witajmy Roku Nowego w poniżeniu godności człowieka, w pogwałceniu przykazań Bożych!” [Dziennik Poznański 1925]

Czy rzeczywiście obchodzono Sylwestra tak hucznie w Poznaniu? Cofnijmy się 15-25 lat wcześniej.



"po bożemu"

Pobożny Poznaniak – Polak przede wszystkim żegnał stary rok na specjalnych nabożeństwach. Dużym powodzeniem cieszyły się msze w farze , na które ciągnęły tłumy mieszkańców. Większość spędzała noc św. Sylwestra w domach, w gronie rodzinnym. Niektórzy dla zabawy lali wosk lub ołów, by wywróżyć sobie, co wydarzy się w nadchodzącym, nowym roku. Uroczyste i zazwyczaj dość poważne wieczorki były organizowane przez różne polskie towarzystwa i organizacje. Dla osób, które koniecznie chciały spędzić czas poza domem przeznaczone były też liczne koncerty i wieczorki familijne. Z czasem właściciele podmiejskich etablissementów (prywatnych przedsiębiorstw rozrywkowo-rekreacyjnych zwykle będących połączeniem restauracji i ogrodu) coraz częściej organizowali bale, często maskowe.



zjeść tłusto

Ważnym elementem poznańskiego świętowania były trunki i jedzenie. Toasty wznoszono zazwyczaj nie szampanem, a "punczem sylwestrowym", będącym mieszaniną araków, rumów, wina (czasem właśnie musującego), herbaty, wody i różnych dodatków. Nie mogło zabraknąć tradycyjnych pączków, czy bocianich gniazd (rodzaj ciastek smażonych we fryturze na wzór popularnych do dziś chruścików). Restauracje zachęcały też do spróbowania u nich wieprzowych nóg z kapustą, peklówki z grochem, kiszek własnej roboty, chociaż zdarzały się i takie przybytki kulinarnej sztuki, w których proponowano bardziej wykwintne noworoczne menu, takie jak frykasy z kur, pieczeń wiedeńską, a nawet homary, ostrygi, kawior lub zupę żółwiową. Do dziś w wielu poznańskich domach jada się tradycyjną noworoczną golonkę. Pierwsze gazety, ukazujące się już w Nowym Roku, pełne były inseratów miejscowych kupców, przedsiębiorców, a szczególnie restauratorów, którzy spieszyli złożyć noworoczne życzenia swoim klientom.



wybija północ

Przejście starego roku w nowy zwiastowały o północy „dzwony na wieżycach wszystkich naszych kościołów, a także i zborów protestanckich”. Istniał też zwyczaj dekorowania domów flagami. Najwięcej jednak kontrowersji wzbudzał niemiecki trubel, jak nazywano nocne hałasowanie o północy.

Jeszcze na początku XX wieku napiętnowano w polskiej prasie ów zwyczaj jazgotliwego witania Nowego Roku na placach i ulicach miasta. Tak bawili się berlińczycy i nie widziano potrzeby sprowadzania zwyczajów pruskich na grunt poznański. Napiętnowano przyłączanie się polskiej młodzieży do bawiących się niemieckich mieszkańców miasta. Prasa grzmiała: ”Coraz więcej niemiecki zwyczaj krzykiem i pijatyką witania nowego roku zakorzenia się w polskim naszym mieście. HKta [ Hakata ]może się cieszyć. [Postęp 1903]

„W Poznaniu jakoś wchodzi coraz więcej zwyczaj niemiecki witania Nowego roku najhałaśliwszemi okrzykami, a nawet beczeniem, piszczeniem na papierowych wrzaskliwych trąbkach” [Postęp 1904].

„Krzykom, wrzaskom, hałasom, piskom nie było nieomal końca. Czasami istna piekielna wrzawa powstała od tego hałasu, zwłaszcza na ulicach pierwszorzędniejszych, gdzie nawet kapelusze nabijano na głowie na wzór berliński. Powstało stąd kilka niemiłych awantur, a nawet bijatyk. Żałować tylko należy, że setki polskich chłopaków w tym ogólnym chaosie wielki udział brało, tak sobie bezmyślnie, że też rodzice pozwolą swym dzieciom na te nocne wałęsanie się po ulicach! [Postęp 1906]

„Najszczelniej zapełnione były ulice od Starego Rynku do ulicy Wiktorii, a najwięcej ludzi gromadziło się na Placu Wilhelmowskim [dziś Plac Wolności]: ”cała ulica zapełniona była dorożkami, teksametrami i samochodami, na których poprzebierana młodzież wyprawiała najdziwniejsze figle. […] Policjantom trąbiono do uszu nielitościwie, a nie mogli temu przeszkodzić, gdyż w noc sylwestrową jest pod tym względem wolność…” [Dziennik Poznański 1906]

„Ten niemiecki trubel sylwestrowy jakoś zakorzenia się w mieście naszym, a zaprawiany on też jest polskim sosem. Jak znawcy twierdzą, trublu i wrzasku było nieco mniej, jak w roku zeszłym, może mroźne powietrze wpłynęło nieco na krzykliwe gardła”. [Postęp 1909]



aż bębenki puchną

Bywało nieraz niebezpiecznie. W 1900 roku z kamienicy przy narożniku Świętego Marcina i Rycerskiej [obecnie Ratajczaka] pewien obywatel poznański wychylając się z okna krzyczał <<Prosit Neujahr>> i niestety wypadł. Upadek okazał się śmiertelny. W 1910 roku, gdy na Placu Wolności zgromadziło się kilkadziesiąt tysięcy osób w ruch poszły laski, a „pewnej pannie złamano nawet nogę”. [Dziennik Poznański 1910]

„[…] ulicami przeciągają całe szeregi najrozmaitszej publiczności, która, jak dzika zgraja, stara się zadokumentować swe uczucie radości ogłuszającym hałasem, gwizdaniem, trąbieniem na najrozmaitszych prowizorycznych instrumentach, no i zwykłymi okrzykami >>Prosit Neujahr<<. Krzyki te przeciągają się zwykle do samego rana. Z zadowoleniem zaznaczyć jednak należy, że hałaśliwy ten i wprost śmieszny zwyczaj niemiecki powitania nowego roku wśród publiczności polskiej nie znajduje podatnego gruntu”. [Orędownik 1910]

„Wieczór sylwestrowy, a raczej noc narobiła dużo stuku i huku w Poznaniu, jak to już od pewnego szeregu lat się dzieje. Zwyczaj niemiecki żegnać rok stary a witać nowy z wielkim wrzaskiem i hałasem coraz więcej się rozpowszechnia. Niestety polska ludność z pustoty i głupoty naśladuje niemiecki zwyczaj. Przebiera się za błaznów, kupuje trąbki i inne hałaśliwe instrumenta i niemi popisuje się po ulicach. Głównie gwar nocny koncentruje się na Berlińskiej, Wilhelmowskiej i Nowej ulicy i Starym Rynku. Tam wrzask panuje niesłychany. Ochrypłe i przepite »Prosit Neujahr« odbija się o uszy aż bębenki puchną. Dziwić się można, że rodzice polscy z małemi dziećmi uczestniczą w tym gwarze awanturniczym. Lepiejby zostali w domu i po polsku i po Bożemu rok stary kończyli, a zaczynali nowy. Tysiące też tak uczyniło, bo było na nabożeństwie u fary, Bożego Ciała i św. Małgorzaty na Śródce. Także i w Nowy Rok świątynie nasze były przepełnione wiernymi, a kaznodzieje na temat noworoczny wygłaszali kazania.” [Postęp 1911]

„Oby w przyszłości Polacy wcale nie brali udziału w takiej „zabawie” niemieckiej, a zechcieli naśladować tych, którzy stary rok zakończyli w domu”. [Dziennik Poznański 1912]



pikielhauba, czuwająca nad bytem państwa pruskiego

W końcu, w 1913 roku, Polacy odmówili udziału w zabawie, gdyż rozniosły się pogłoski, że można się spodziewać „polskiej rewolucji”. Prusacy sprowadzili do miasta dodatkowe siły porządkowe, obawiając się wybuchu powstania. Uzbrojonych policjantów było tak wielu, że „na ulicy Berlińskiej, placu Wilhelmowskim, ulicy Nowej, Starym Rynku i.t.p. sterczała dumnie, co dziesięć kroków pikielhauba, czuwająca nad bytem państwa pruskiego.” [Kurier Poznański 1913]

„ Na rogach ulic stało zawsze po dwóch stróżów bezpieczeństwa którzy byli groźnie nastrojeni. Niemcom i Żydom było dozwolone dowoli krzyczeć i hałasować, tylko po polsku nie było wolno głośno się odezwać, tak nas przynajmniej informowano. Zaszło to w bardzo wielu wypadkach, że gdy kto głośno krzyknął "Dosiego Roku" lub też wydał okrzyk polski, to już miał policję na karku. Ogólnie zauważyć można było, że takich burd i hałasów, jak w inne lata, było cokolwiek mniej. Jak nam zaręczano, to z Polaków z lepszego i średniego towarzystwa mało kto był i zachowywał się spokojnie, tylko wyrostki nie zdające sobie sprawy, brali udział w tych niemieckich "hupsztykach” i cieszyli się nim, jak nadzy w pokrzywach. [Postęp 1913]

Do tego, po mieście krążyli ponoć prowokatorzy, puszczano niepokojące pogłoski, więc Polacy „na wszelki wypadek” zostali w domach, bądź podążyli utartym zwyczajem na poważne nabożeństwa, koncerty i wieczorki, organizowane przez rozmaite polskie towarzystwa lub spędzili noworoczny czas w polskich restauracjach. Podobnie spokojnie było w kolejnym roku, a potem przyszła I wojna światowa i o nieumiarkowanym świętowaniu nie było już mowy. A „rewolucja polska” i tak nastała, choć Poznaniakom przyszło jeszcze na nią czekać kilka trudnych wojennych lat. Co ciekawe – Powstanie Wielkopolskie wybuchło również zimą, zaledwie na kilka dni przed Sylwestrem 1918 roku.