21 września

Połów "śledzi" we Warcie




Wybryki przy chwaliszewskim moście.


W 1913 roku „O arcyzabawnej scenie donoszą jednej z tutejszych gazet niemieckich. Jakieś wesołe towarzystwo, składające się z kilku panów, udało się w czwartek w południe nad Wartę przy" moście chwaliszewskim,  gdzie jeden z dowcipnisiów począł łowić ryby na improwizowaną wędkę. Scena ta spowodowała wielkie zbiegowisko na moście. Niebawem zjawił się też stróż bezpieczeństwa i zakazał łowienia tam ryb, jako w miejscu niedozwolonem. Jeden z owych panów zapewniał policjanta, że wcale ryb nie łowią i tylko konieczna potrzeba zmusiła ich do udania się nad Wartę. Otóż w jednej z kawiarń przy ulicy Szerokiej, gdzie bawili, pękła rura wodociągowa, więc z powodu braku wody udali się nad Wartę w celu wymoczenia śledzia. Równocześnie na dowód swego twierdzenia, uniósł w górę wędkę, u której w rzeczywistości wisiał świeży zwykły śledź. Ogólny śmiech był zakończeniem tego niezwykłego połowu.”
Źródło: Orędownik 1913 r.

17 września

Chwaliszewo nr 2. Kamienica rzeźników


KMP 1995 NR 1
Pod numerem 2 na Chwaliszewie chętnie osiadali rzeźnicy. Przez jakiś czas funkcjonował tutaj też skład cygar Tomasza Łaganowskiego, zanim go przeniósł go do sąsiedniej kamienicy (patrz Chwaliszewo nr 1).  Oprócz cygar i artykułów piśmienniczych... Łaganowski  oferował w tym miejscu... śledzie.  Śledzie na szczęście były w puszkach, bo inaczej by pewnie i oferowane cygara i  "tytuń" nie znalazłyby raczej nabywcy. Była też restauracja Koplińskiego jeszcze w 1896 roku i miało tu swoją siedzibę Towarzystwo Przemysłowe „Sobieski”. Losy tego budynku były jednak niejako „skazane” na właścicieli – rzeźników. 

Jeszcze w 1900 roku właścicielką kamienicy była Wanda Altmannowa z domu Schultz, wdowa po mistrzu rzeźnickim Hermanie Altmannie. W 1901 roku Altmannowa zdecydowała się sprzedać kamienicę innemu mistrzowi rzeźnickiemu, tym razem Polakowi, panu Obstowi. Cena za kamienicę wynosiła 95 tysięcy marek. Ciekawe, czy decyzja o sprzedaży kamienicy była związana z kolejnym małżeństwem majętnej wdowy? Zaledwie rok później pani Altmannowa wychodzi za mąż za 9 lat młodszego Pawła Gutsche. Nie wgłębiając się jednak zbytnio, jakie względy zdecydowały o decyzji rektora Gutsche o ożenku z niemłodą już, jak na tamte czasy, bo 44-letnią wdową, czy to pokaźny mająteczek, czy też uroda pani Wandy, wróćmy do dalszych losów naszej kamienicy.

Nowi nabywcy – Obstowie byli znaną rodziną chwaliszewskich rzeźników.  Do nich należała już inna kamienica – ta pod numerem 73, znajdująca się nieopodal, prawie naprzeciw nowo nabytego budynku.  Mistrzem rzeźnickim był już nestor rodu – August Obst. Fach przejął syn, też August. To właśnie on kupił kamienicę od Altmannowej.  Siostry tego młodszego Augusta  Obsta  również znalazły sobie mężów rzeźników: Maria wyszła za maż za Walentego Borkowskiego,  Florentyna  za Joachima Teskiego (nota bene też rzeźnika chwaliszewskiego, prowadzącego wspólną pracownię z Obstem), zaś Anna (zm. 1902 r.) za Walentego Wiesego. 

Około 1908 roku właścicielem kamienicy zostaje Leon Idźkowski, także mistrz rzeźnicki.  W sierpniu tego samego roku bierze on ślub z Heleną Cabańską, córką Wincentego Cabańskiego. Wystawny ślub odbył się w „pięknie przyozdobionym kościele św. Wojciecha”, zaś wesele w Bazarze. Nie omieszkano przy okazji pochwalić się, że nadeszło przeszło 100 telegramów, przeważnie kościuszkowskich. Jeszcze tego samego roku, zaledwie w niecały miesiąc po ślubie, Idźkowski otwiera na Chwaliszewie skład mięsa i fabrykę kiszek „pędzoną siłą elektryczną”,  o czym powiadamiał w prasowych ogłoszeniach. Chociaż przedsiębiorstwo, jak się wydaje, funkcjonowało całkiem pomyślnie, to nie uniknął  Idźkowskii przykrych niespodzianek w czasie prowadzonej działalności. 

W 1912 roku prasa miejscowa donosiła „śmiałej kradzieży dokonało ubiegłej niedzieli trzech opryszków w mieszkaniu mistrza rzeźnickiego p. Idźkowskiego na Chwaliszewie. Pomiędzy godziną 11. a 12. przed południem, kiedy nikogo nie było w domu, zakradli się opryszkowie do izby, przeznaczonej dla czeladzi, i otworzywszy przemocą kosz czeladnikowi Triebwasserowi zabrali mu kasetkę z 60 mk. pieniędzy. Opryszków wyśledziła nazajutrz kryminalna policja w osobie pewnego czeladnika rzeźnickiego z Rataj i pewnego ucznia stolarskiego z Poznania; byli to najlepsi koledzy okradzionego. Trzeciego jeszcze nie pochwycono.”  

W 1934 roku rodzinę dotknęło też osobiste nieszczęście, syn Leona, Jarosław, ucierpiał w wypadku samochodowym na Wielkich Garbarach: „W niewyjaśnionych bliżej okolicznościach samochód mistrza rzeźnickiego p. Idźkowskiego zderzył się z innym pojazdem. Przy wypadku odniósł ciężkie obrażenia syn p. Idźkowskiego, Jarosław, który ma złamanie obu kości lewego przedramienia i trzech żeber. Poranionego opatrzyło lekarskie pogotowie ratunkowe i przewiozło go do Szpitala Przemienienia Pańskiego”. 

Leon Idźkowski był w posiadaniu kamienicy, a na pewno widnieje jako jej właściciel, jeszcze w latach trzydziestych, pomimo, że jako miejsce jego stałego zamieszkania podawano Bydgoszcz lub Gniezno.  A skład rzeźnicki w tym miejscu prowadziła kolejna rodzina „rzeźnicka”  – Niklasiewiczów.

11 września

Pałacyk fabrykanta mydeł, cygara i… kiszki wieprzowe czyli Chwaliszewo nr 1



Dziś niestety nie ma już na Chwaliszewie tzw. pałacyku Engla, jednej z bardziej charakterystycznych budowli dawnej wyspy. Nie ma też charakterystycznych wielkich ceglanych spichrzy kupca zbożowego i fabrykanta mydła Sigismunda Engla. Spichrze stały obok siedziby Engla, stając się niejako uzupełnieniem założenia, składającego się z reprezentacyjnego budynku mieszkalnego i schowanej za jego fasadą fabryki mydeł. Magazyny zostały wzniesione w roku 1851, zaś rozbudowano je w roku 1860. Sam pałacyk powstał znacznie wcześniej, bo w latach 1837-1838 i był jedną z nielicznych budowli, które przetrwały liczne powodzie, nawiedzające Chwaliszewo. Budynek przeżył też okres unowocześnienia dzielnicy, gdy zniesiono zakaz budowania wyższych budynków i cała wyspa zapełniła się dość wysokimi kamienicami. Siedziba Engla znajdowała się zaraz za mostem, po stronie chwaliszewskiego krzyża. Teren obejmował zarówno posesję Chwaliszewo 1 jak ulicę Wenecjańską 49. Projekt dla Engla wykonał architekt August Soller.


Uważa się, że dom ten, wyjątkowo zwrócony fasadą ku Warcie nawiązywał architektonicznie do sytuowanych nad wodą pałaców weneckich. Engel posiadał nie tylko spichrze zbożowe, ale był też właścicielem wytwórni mydła i świec, który to zakład Engel niejako „schował” na zapleczu swojej siedziby, przeznaczając dla niej oficynę pałacu. Taka praktyka umieszczania fabryczek wewnątrz kwartałów ulic, czy ukrywania ich za fasadami kamienic była dość powszechna w tamtym okresie. Po śmierci Sigismunda Engla i śmierci (najprawdopodobniej bezpotomnej) jego syna Emila Maxa Richarda w 1883, zmarłego w wieku 39 lat, zarządem nad fabryką i pałacykiem zajął się zięć Sigismunda – Stanisław August Krüger (czasem pisany jako Krueger). Stanisław i Klara, bo tak miała na imię córka Engla seniora, wzięli ślub w 1869 roku w ewangelickiej parafii św. Piotra. W książkach adresowych mąż Klary występuje jako dyrektor fabryki, zaś właścicielem kamienicy-pałacyku jest spółka Seifenwerke Krueger &Co, później jako właściciel jest wpisany sam Stanisław, a po jego śmierci w 1907, właścicielką nieruchomości zostaje wdowa - Klara Krueger z domu Engel. W parowej fabryce mydeł i perfumeryi produkowano także świece, smary do wozów, mączki, boraks, sodę czy tzw. modre, błękitny barwnik, który dodany do prania białej bielizny nadawał jej pożądany lekko zimny odcień bieli. Po odzyskaniu niepodległości dzieci Kruegerów wyjechały do Niemiec. Czy tam zostały?



Pałacyk nie służył tylko samym właścicielom. Kilka mieszkań i lokali użytkowych było odnajmowanych. Około 1904 roku sprowadził się do tej kamienicy, mający dotychczas swój skład w sąsiedztwie, kupiec Tomasz Łaganowski, proponując „wyborne gatunki cygar, papierosów oraz tytuni (!) tureckich i rosyjskich tak po cenie hurtownej, jak też detalicznej”. Ciągnęli zatem do jego składu „panowie palacze i lubownicy dobrych cygar”. W lokalu Łaganowskiego funkcjonowały również agencje polskich dzienników, gdzie można było zamówić prenumeratę. Łaganowski pośredniczył również w sprzedaży biletów na niektóre koncerty ludowe i wieczorki. Tak jak zwykle to bywało - kupiec zajmował lokal handlowy na parterze, zaś mieszkał w tej samej kamienicy na wyższym piętrze.




Łaganowski w sprzedaży miał również artykuły piśmienne, w tym pocztówki i telegramy. Pewnego dnia policja skonfiskowała w sklepie tzw. telegramy kościuszkowskie. Idea umieszczania na kartach podobizn Kościuszki, herbów Polski i Litwy, pojawiła się w w 1895 w związku z obchodami 100-lecia Powstania Kościuszkowskiego i przysięgi, jaką złożył Tadeusz Kościuszko na Rynku w Krakowie. Tradycja wysyłania telegramów kościuszkowskich przetrwała zabory i jeszcze długo były one drukowane w wolnej Polsce. Wówczas jednak Łaganowski miał spore kłopoty z ich powodu. Sąd uznał, że te konkretne „podburzają jednę (!) narodowość przeciw drugiej i że symbolicznie przedstawiają niewolę Polski pod Prusakiem i jej przyszłe zmartwychwstanie”. Nakazano więc konfiskatę i zniszczenie, nie tylko tych ze składu Łaganowskiego, ale i w całych Niemczech, a także zniszczenie płyt, przeznaczonych do ich reprodukcji.


Oprócz strawy duchowej i cygar, adres pod numerem 1 oferował i inne przyjemności, bardziej przyziemne. Tu bowiem można było zjeść kiszki wieprzowe, które cieszyły się niemałym wzięciem, bo lokal prowadziła od 1905 roku znana w Poznaniu restauratorka Stanisława Okoniewska z domu Janiszewska, wcześniej dzierżawczyni ogrodu strzeleckiego na Miasteczku. Niedługo jednak Chwaliszewiacy mogli cieszyć się wyśmienitymi „wieprzowymi nogami i znakomitymi flakami” serwowanymi pod czujnym okiem Okoniewskiej – zmarła w 1906 roku. Szybko na jej miejsce wskoczył restaurator Paweł Zinser, który niewiele zmienił „kartę dań”, proponując okolicznym mieszkańcom, przypływającym szyprom i rybakom oraz odwiedzającym Chwaliszewo gościom też nie lada rarytasy: „kiszki z kapustą, przed południem mięso z kotła, a wieczorem kiszki własnej roboty”. W lokalu Zinsera odbywało się wiele zebrań, w tym na przykład wybory reprezentantów do miejscowej kasy chorych.


W kamienicy miało również swoją siedzibę Towarzystwo zoologiczne w Poznaniu., w którym odbywały się na przykład „amerykańskie licytacje i bezpłatne wylosowanie gołębi”.


To zaledwie mały wycinek historii budynku, mieszczącego się pod adresem Chwaliszewo 1. Pałacyku już dawno nie ma, ludzi też…









09 września

Polskie i niemieckie nazwy poznańskich ulic

W czasie zaborów polska prasa nawoływała Poznaniaków do używania polskich nazw ulic i  placów, pomimo obowiązujących, urzędowych oznaczeń.

 W 1908 roku opublikowano właśnie taki spis, by polskie nazwy ocalić od zapomnienia.





08 września

Jak Poznaniacy świętowali jubileusz pontyfikatu papieskiego… w poznańskim zoo

Współczesnych może dziwić wybór ogrodu zoologicznego na miejsce uroczystości kościelnej. Jednak kiedyś to właśnie tutaj spotykali się Poznaniacy na koncertach i wiecach, tym bardziej, że wielka sala ogrodu zoologicznego była największą w mieście.
W 1902 roku w Poznaniu uroczyście świętowano 25-tą rocznicę wstąpienia na tron ówczesnego Papieża Leona XIII-go. Obchód jubileuszowy rozpoczął się mszą pontyfikalną, odprawioną w kościele farnym, następnie pochód jubileuszowy udał się do ogrodu zoologicznego, w którego wielkiej sali odbył się wiec.  Prasa donosiła:  „uczestnicy nabożeństwa jubileuszowego – było ich najmniej około 3000 – ruszyli w znakomicie zorganizowanym pochodzie z chorągwiami i sztandarami ulicami Poznania do znajdującego się na zachodnim jego krańcu pięknego Ogrodu zoologicznego, którego sala największą jest ze wszystkich sal poznańskich”. Po wiecu można było się jeszcze pobawić na zabawie ludowej w ogrodzie „Flora”.

Na zdjęciu J. Turskiego widzimy wejście pochodu do ogrodu zoologicznego. Rzadko  możemy oglądać Poznań z tej perspektywy.



07 września

Poznań ożywiony animacją

Warto obejrzeć serię tych filmów. Dopiero ożywiony animacją Poznań staje się miastem, które zdumiewa. To miasto, po którym chodziła Marianna...
Co ciekawe, zupełnie inaczej odbiera się taką animację niż pokaz złożony z nieruchomych zdjęć. Ten  Poznań, mimo, że ukazany w dość oszczędnej kolorystyce staje się taki bardziej realny, prawdziwy. Nasze oczy są przywykłe do ruchu i tak ukazany świat nabiera dopiero swoistego prawdopodobieństwa. No i przede wszystkim nabiera przestrzeni, trójwymiarowości...

Gdyby jeszcze dało się odczuć zapachy i powiew wiatru...


Seria krótkometrażowych filmów zrealizowana między 2002 a 2004 rokiem


06 września

Po molinę tylko do Drogerii Universum.

Idzie jesień. Czas na porządki w szafach. Po molinę tylko do Drogerii Universum. Ratajczaka 38;) To już co prawda 1924 rok, ale w kwestii moli stawiam na nowoczesność ;)



05 września

Zamek, "mający z zewnątrz wygląd ponury", czyli o zamku cesarskim.



Pierwsze prace terenowe pod zamek, który miał być siedzibą cesarską zaczęto już w 1904 roku. Właściwą budowę rozpoczęto w 1905 roku. Już 5 lat później, 21 sierpnia 1910 roku podczas wizyty cesarza niemieckiego i króla Prus Wilhelma II, wręczono uroczyście jego właścicielowi klucze do wykończonej już budowli. Cesarz swoją siedzibę odwiedził tylko jeszcze raz 27 sierpnia 1913 roku przy okazji oddania do użytku kaplicy zamkowej. Ogromna budowla była niezwykle kosztowna – wydano aż 5 milionów marek.  Pierwszym i jedynym burgrabią (niem. – Schlosshauptmann) zamku (1906–1918) był pomorski ziemianin hrabia Bogdan Hutten-Czapski.  Na zdjęciu projekt zamku – z 1907 roku.


W 1908 roku zamek był jeszcze w budowie. Wokół stały rusztowania, kończono też wieżę zamkową, co widać na nielicznych zachowanych pocztówkach, prezentowanych w serwisie fotopolska.eu