31 października

Z cyklu: „Poznańskie rozrywki” - Poznaniacy w pchlim cyrku

 

„Co dzień podziw wzbudzające przedstawienie” – tak reklamował się przebywający w Poznaniu w 1904 roku „Orginalny (!) cyrk pchli”. Reklamę, zamieszczoną w jednej z poznańskich, ówczesnych gazet, okraszono rysuneczkiem cudacznego zaprzęgu – powozu, powożonego przez pchlego lokaja. Do bryczki zaprzężono dwa insekcie rumaki. Nie brak tam też pchełki z gustowną parasolką, która rozsiadła się we wnętrzu tego mini pojazdu. 

Reklama pchlego cyrku z 1904 roku, Wielkopolanin [WBC]

W 1904 roku pchli cyrk występował w parterowych lokalach przy ulicy Rycerskiej 36, czyli dzisiejszej ulicy Franciszka Ratajczaka. Poznaniacy mieli szanse oglądać występy pchlej menażerii już od 3 po południu aż do 9 wieczorem. 
Obecna ulica Franciszka Ratajczaka (czyli dawna Rycerska, Ritterstrasse) już w 1914 roku była dość szczelnie zabudowana. Owe parterowe lokale pod numerem 36 zapewne były usytuowane dalej, w głębi ulicy. Tu widok od strony obecnej ulicy 27 Grudnia. 

Nie była to jednak jedyna okazja, kiedy Poznań mógł zobaczyć takie miniaturowe widowisko. Kilka lat wcześniej, bo w 1899 roku, podczas uroczystości strzeleckich (podczas tradycyjnego strzelania Bractwa Kurkowego w czasie Zielonych Świątek) wystąpił już „słynny na cały świat rzeczywisty oryginalny cyrk pchieł Joh. Günthera”. Czy był to ten sam? Możliwe. Dyrektor cyrku (nota bene odznaczony różnymi cesarskimi i królewskimi dyplomami) wykorzystał wówczas ten sam rysunek ilustracyjny przy reklamie. Wówczas miało wystąpić 300 żywych artystów ze „znakomitemi nowościami pod względem zadziwiającej dresury [zapewne chodzi o tresurę pcheł, o czym jeszcze będzie mowa]”. Według publikacji Herberta Weidnera "Der Flohzirkus und seine vierhundertjährige poesiereiche Geschichte" ów Günther pokazywał, oprócz  wielu innych sztuczek, popularnych w innych pchlich teatrzykach 
pchłę udającą japońską baletnicę, pannę Blanche -  linoskoczkę, pannę Wandę słynną suflerkę. . 

Reklama z 1899, Dziennik Poznański [WBC]

Jeszcze kilka lat wcześniej, bo w grudniu 1890 w Hotelu Francuskim obok bardziej poważnej wystawy cesarskiej z pocztem figur (woskowych?) ówczesnych niemieckich osobistości (począwszy od Wilhelma I, poprzez rodzinę cesarską aż po Bismarcka) i pokazem fonografu Edisona na terenie hotelowej wystawy… można było podziwiać też „wielkie przedstawienie w wyższej tresurze pchieł, gdzie się popisuje 300 (czyżby też dyrektor Günther?) pchieł”. Budynek Hotelu Francuskiego (dziś nieistniejący)  mieściłby się przy Alejach  Karola Marcinkowskiego 13. 

reklama cesarskiej wystawy z 1890, Wielkopolanin [WBC]


Pchle cyrki były bardzo popularne w całej Europie a nawet w Ameryce. Pchły, niegdyś znacznie częściej spotykane i to nie tylko na zwierzętach domowych (bo skąd by zatem odrębny gatunek pchła ludzka - Pulex irritans obok szczurzej, psiej, kociej) wzbudzały swoiste zainteresowanie. Poświęcano im sporo miejsca w literaturze, a nawet poezji. Bardziej zainteresowanych odsyłam do Histoire de la puce, avec notes et observations, niejakiego L. Bertolotto, wydanej w Sankt Petersburgu. A przy okazji: czy twórca tej broszurki to nie zapewne słynny Włoch Bertolotto, sam właściciel cyrku pcheł, z którym zawędrował aż do Ameryki?

"Rusałka", wydawana w Wilnie w roku 1841 przytacza odpis afisza Teatru Pcheł Bortolotto

 




Ilustracja z  Histoire de la puce, avec notes et observations

 Niezwykle „urocza” jest też nowelka „Z pamiętnika pchły” Klemensa Weitza z 1908 roku, w którym to opowiadaniu można zapoznać się peregrynacjami pewnej pchły, która w swym życiu niejedną krwią się uraczyła (nawet błękitną). Z nowszych i pewnie wielu Czytelnikom znana jest zapewne „Pchła Szachrajka” Jana Brzechwy.  Inspirowały pchły nie tylko dyrektorów cyrków. 

ilustacja z ksiażki "Almanach astrologique : magique, prophétique, satirique et des sciences occultes : annuaire du monde élégant pour... / rédigé par une société d'astrologues, de magiciens et de sorciers" 1884 [Gallica]


Jednak fascynacja pchlimi cyrkami miała jeszcze i inne podłoże – dyrektorzy takich mikroprzybytków przechwalali się, że pchły można tresować, a jeden owad rzeczywiście dysponował wielką siłą. 
 
 
Tygodnik "Oświata" 1885


A poza tym - każda okazja była dobra, by zarabiać na takich dziwach – jarmarki, zawody strzeleckie, miejscowe święta i odpusty ściągały gawiedzie ciekawskich, chętnych by zobaczyć coś niecodziennego.

Ilustracja z Le Sanctuaire : revue hebdomadaire pour les enfants de chœur, 1934 [Gallica]

Insekty były na tyle częstą ludzką i zwierzęcą zmorą, by szybko uzupełnić szybko zmieniający się skład cyrkowej trupy. Dekoracje, rekwizyty, potrzebne podczas wystąpienia, jak i nawet (bywało!) ubiory pchlego asamblu mieściły się w małej, poręcznej skrzynce. Nie to, co całe wyposażenie prawdziwego cyrku. Jeździły zatem po świecie pchle zespoły ze swoim dyrektorem, który był zarazem i trenerem, jak i… karmicielem całej tej ekipy. 

Ilustracja z książki książce Bolesława Londyńskiego (1855-1928) „I ja to potrafię : rozrywki naukowe bez przyrządów”

Taki opis pchlego cyrku (który występował co prawda w Krakowie, ale poznańskie występy zapewne były zbliżone do tego scenariusza) znajdziemy w książce Bolesława Londyńskiego (1855-1928) „I ja to potrafię : rozrywki naukowe bez przyrządów”: 
Areną pchlego cyrku była niewielka taca, na której każdy z członków trupy mógł być dojrzany gołem okiem. Przede wszystkiem wprowadzono drobniutką karetę, prawdziwy majstersztyk miniaturowych cacek. Cztery, zaprzężone do niej pchły sporego gatunku przywiązane były do hołobli pasami; piąta siedziała na koźle jako stangret wymachując cienkim jak włosek biczykiem, przyczepionym do jej nieustannie poruszającej się łapki, i wreszcie szósta siedziała po za karetą, w charakterze lokaja. Pierwsze cztery pchły, starały się oczywiście, wydobyć z niewoli, ale ponieważ przytrzymywały je hołoble całe ich wysiłki ograniczały się na tern, że szły wolno posuwając się naprzód i pociągając za sobą maleńką karetę. Tuż obok karety dwie pchły odbywały pojedynek, podobnie jak chrabąszcze, któremi bawią się dzieci, przyczepiając te owady pionowo do kawałków miękiego wosku. Pchły były przywiązane do prostopadle stojących drobniutkich pręcików, a na łapkach miały umocowane kawałeczki drzewa, które, wskutek ruchu owadów, krzyżowały się lub zadawały ciosy, tak jak rapiry w rękach uczestników fechtunku. alej, mały wiatrak, któremu ruch obrotowy nadawała praca jednej pchły; przyczepiona za grzbiet wewnątrz budynku, obracała łapkami cylinder, który z kolei, obracał skrzydła wiatraka. Na uboczu jeszcze jedna członkini towarzystwa. Do jej łapki przymocowano łańcuszek, kończący się małą kulką. To więzień, skazany na galery. Nieszczęsny bądź szarpał łańcuchem, chcąc zrzucić go z siebie, bądź ciągnął go za sobą, ledwie dysząc z wysiłku. Jednakże przedstawienie na tern się nie kończyło. Właściciel cyrku pcheł posiadał jeszcze małą studnię, z której wiadro z wodą wyciągała pchła, czepiająca się łapkami cienkiej nitki, przeciągniętej przez blok i zastępu. Następnie ukazała się pchła w roli konia wyścigowego; oglądając ją przez lupę, nie trudno było zauważyć maleńkiego jeźdźca, harcującego na siodle, a wyciętego z jakkiegoś lekkiego materjału. [...] Przedstawienie zakończył wystrzał armatni, wykonany także przez jedną z bohaterek trupy. Widać stąd, że przedstawienie było nadzwyczaj zajmujące, jako dowód nietuzinkowej zręczności i ciekawego spożytkowania siły owadu, do którego ludzie nie mają osobliwej sympatji. Oczywiście pchły te, wbrew zapewnieniom ich właściciela, bynajmniej nie były tresowane i nie mogą wcale uchodzić za pchły uczone: są one po prostu przywiązane i wykonywują zadaną sobie pracę jedynie wskutek wysiłków, czynionych dla wydostania się z niewoli.” 
A tak wygląda przedstawienie na  archiwalnych taśmach



 
Była jeszcze inna strona przedstawień z pchłami. Ponoć zdarzało się, że któraś z aktorek… zwiała ze sceny. Cóż… była to swoista kara za oglądanie widowisk, na których męczono te biedne (?) stworzenia. Tak, tak… zdarzały się i dawniej protesty w obronie tych zwierząt. 

żart rysunkowy z Kurjera Świątecznego  z roku 1874


Niezwykłą personą w kulturze popularnej był sam dyrektor pchlego cyrku. Powstawało na jego temat mnóstwo dowcipów, naigrywano się z jego profesji, a sam Charlie Chaplin sparodiował go niezwykle udanie w swym filmie „Światła rampy” z 1952. Choć do historii przeszła, pochodząca właśnie z tego filmu pantomina, to warto też  obejrzeć znacznie wcześniejszy, nieco zapomniany obraz, w którym Chaplin wykreował po raz pierwszy postać brzuchatego dyrektora pchlego cyrku. W nieukończonym filmie z 1919 „The Professor” Chaplin wcielił się w profesora Bosco, brzuchatego właściciela pchlego cyrku. 

Skecz z filmu "Światła rampy" 1952



A tu zachowany fragment filmu "The Professor" 1919



----------------------
Tak czy inaczej ...  zdecydowanie wolę pograć w pchełki. (dla młodszych nieco: to gra zręcznościowa, która polega na wstrzeleniu do miseczki mniejszych krążków przy pomocy większego. Wygrywa ten gracz, który pierwszy umieści w miseczce wszystkie swoje krążki. Jednemu graczowi są przyporządkowane "pchełki" w jednym kolorze. ) 
------------

O nietypowych poznańskich rozrywkach poczytaj też:

01 kwietnia

Nieznane poznańskie historie


Rok 1931 miał być niezapomniany dla fanów Charlie Chaplina. Pociąg, którym miał słynny aktor podróżować do Witebska, zatrzymywał się na poznańskim dworcu zaledwie kilka minut. W 1931 roku Poznań odwiedził Chaplin. Był tu co prawda kilka minut, ale...

W 1934 roku odkryto na Zawadach ewenement na skalę światową! Podczas przewiertu pokładu granitu odkryto źródło, pachnące olejkiem miętowym. Nivea (wcześniej Pebeco) zawdzięczała swój sukces naturalnie aromatyzowanej źródlanej wodzie z Zawad. Co się stało z miętowym źródełkiem?

W kwietniu 1927 roku Poznaniacy licznie zgromadzili się przed Odwachem na Starym Rynku. W napięciu oczekiwali pojawienia się żołnierzy w historycznych mundurach z okresu powstania listopadowego. Zgodnie bowiem z zarządzeniem Ministra Spraw Woskowych o reprezentacji zewnętrznej armii, poznańskie DOK otrzymało kilkaset (!) kompletnych historycznych mundurów wojskowych wraz z rynsztunkiem. Tak ubrani żołnierze mieli odtąd pełnić wartę przed Odwachem. Warty przed odwachem w strojach historycznych


W 1930 roku zawiało grozą. Nowy Kurier donosił: Pożar lasu w Puszczykowie! Jak to? Ulubione miejsce wypoczynku Poznaniaków? Czy uda się coś uratować z cennego drzewostanu? Czy straż pożarna opanuje rozszalały pożar? Pożar puszczykowskiego lasu

W 1937 roku za sprawą Nowego Kurjera Poznaniacy dowiedzieli się o słynnej ucieczce słonicy Dory z poznańskiego Ogrodu Zoologicznego. Ucieczka słonicy Dory z poznańskiego zoo

Wiecie, że źródło "spod Bamberki" uznano za lecznicze w 1930 roku? Solankowe źródło pomnikiem Bamberki 

Wiecie, że w Poznaniu o mało nie powstała kolejka napowietrzna? O takich planach pisano w 1936 roku. Kolejka jak na Kasprowy Wierch... w Poznaniu


Wiecie, że już w roku 1934 rozpoczęto rozbiórkę Wieży Górnośląskiej? Kiedy tak naprawdę zaczęła się rozbiórka Wieży Górnośląskiej

W 1906 roku pojawiły się w Poznaniu informacje o walizce z Inowrocławia, w której znaleziono dziewczynkę w letargu. Dziecko znalezione w walizce


Wiecie, że w 1905 roku na kominie Cegielni parowej na Starołęce zawisł balon wojskowy? Balon zaczepiony o komin na Starołęce

W 1905 roku w Parku Wiktorii pojawił się olbrzymi orzeł, który uciekł z menażerii w Genewie. Orzeł, który wystraszył mieszkańców Poznania

09 lutego

Nie taki miły ten bałwan, jak go… lepią


Taka zima jak ta, zachęca do zabawy na świeżym powietrzu. Niektórzy przypominają sobie przyjemność jazdy sankami,  a inni porzucają się śnieżkami lub ulepią bałwana. Wyrośliśmy w kręgu wyobrażeń o okrąglutkim i sympatycznym bałwanku z utoczonych śnieżnych kulek, z marchewkowym nosem i w starym zniszczonym kapeluszu.  Takim jak ten z bajki Andersena, co zakochał się w piecyku. Co prawda, jak to z sympatycznymi stworzeniami bywa, twórcy horrorów próbowali nam nieco odsłodzić  ten wizerunek. Tak powstał an przykład bohater dwóch części horrorów o Jacku Frost – skazanym na śmierć więźniu, który pod wpływem mutagennych substancji staje się śniegowym bałwanem i zaczyna mordować mieszkańców miasteczka Snowmonton. Eeee… I kto by się na to nabrał… Bałwanki są słodkie, są uroczym symbolem zimy i jeśli ich miejscem nie jest zaśnieżone podwórko, to niech chociaż zawiśnie jako ozdoba na świątecznej choince.

Ilustracja z bajki H.C. Andersena ok. 1871 Lorenz Frølich -[Wikipedia] 

I to miał być zwykły tekst o retro bałwanku z czasów prababci, a dokładnie jej dzieci: dziadka i jego sióstr, dzieciństwa przypadającego na początek XX wieku, mniej więcej o latach 1905-1914. Tekst o zimowych zabawach na śniegu dzieciaków  przed I wojną światową. Wpis okraszony reklamami bałwanków z ówczesnych reklam świątecznych i ilustracji z dawnych gazet i książek dziecięcych. Kilka szczegółów przykuło jednak moją uwagę na tyle, żeby jednak uważniej się przyjrzeć postaci bałwana, jego ewolucji i jego… hmm… nieco mroczniejszej stronie charakteru. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie na przełomie XIX i XX wieku usposobienie tej śnieżnej postaci złagodniało, coraz bardziej zacierając pierwotne znaczenie tej zimowej zabawy, a może raczej jednak magicznego pradawnego obrzędu? Nie uprzedzajmy jednak faktów.

Ilustracja z książki Jadwigi Warnkówy, Wiejskie uciechy Władzia i Zosi, 1899



Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego


Czy bałwan mógł chodzić?

Na większości ilustracji z tego czasu widzimy zwykle już klasycznego bałwana, składającego się z trzech kul, z których największa przedstawia jego dolną część, środkowa, nieco mniejsza –  jego tułów, a górna najmniejsza stawała się jego głową. Czasem jednak toczenie kul służyło jedynie zebraniu odpowiedniej ilości śniegu, by zbudować olbrzymią postać, najwyraźniej wyposażoną w nogi. Czasem te nogi symbolizowane były przez dwie, oddzielne mniejsze kulki, ale czasem rzeźbiono całkiem wyraźne dwie nogi, sugerujące, że bałwan… może chodzić, a zatem może i nawiedzać ludzkie domostwa.  Może dlatego bałwana niszczono po zbudowaniu? Tak, tak… bitwa z bałwanem na śnieżki była kiedyś ważnym elementem tej zabawy. Nie zawsze bowiem poczciwy Bouli (to taki sympatyczny bałwanek z francuskiej kreskówki dla dzieci) miał szansę doczekać ocieplenia i po prostu zniknąć z powierzchni ziemi, roztapiając się w promieniach wiosennego słońca.

Śnieżki i bałwan ok. 1882 roku 
[Wikipedia]

 bałwan, ‘słup, bryła (soli)’, łac. bancus, przeniesione (późno) na ‘nieruchomych, ciężkich’, ‘głupich’; przed wiekami na ‘słupy-bożyszcza’, stąd bałwan, ‘bożek, idolum’, bałwochwalca (skrócone z bałwanochwalca); tak samo w węgierskiem; przeniesione i na ‘fale morskie’, bałwany (a te dowolnie na bałchany przekręcone, od gór bałkańskich, — jeśli nie raczej odwrotnie, z gór na fale?). Słowo zagadkowe, powszechne u Słowian, u Serbów i Słowieńców: ‘bożek’ i ‘belka’. U Czechów nigdy ‘bożkiem’ nie bywał, tylko ‘kłodą’. Na Rusi w 18. w. franc. idole przez bałwanczik oddają, zresztą bołwan, ‘kloc, kłoda, głupiec’; w cerk. tylko ‘kłoda’; stąd węg. bálvány, ‘bożek’, ‘słup jego’. Wyraz przybył ze Wschodu, ale jak i skąd? Jedni wywodzą go z starotursk. balbal, ‘słup zwycięstwa nad zabitym wrogiem’; drudzy z pers. pahlawan, ‘bohater’, przez kirgiskie palwan, balwan, ‘bohater’, ‘słup na cześć jego (bożek)’, ‘kloc, głupiec’. Z tegoż perskiego pahlawan ma pochodzić i turec. bałaban, ‘wielki’ i nazwa ‘sokoła’, znane u południow. Słowian (u Serbów: ‘wielki’, ‘czapla’) i na Rusi (‘sokół’, ‘bałwan’, ‘wielki garnek’), a w dziejach Lwowa jako imię osobowe znaczne (jepiskop Bałaban, przeciwnik unji r. 1595; w 19. w. kupiec Bałaban); u nas z wszelką pewnością od Rusi, jak i bałabuchy, ‘ciasta’; bałaburki, ‘ziemniaki’, co od bałabana, ‘wielkiego’, przezwane. - Aleksander Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, 1927, Kraków

Walka z bałwanem, Moje Pisemko: tygodnik obrazkowy dla dzieci  1920 


Uzbrojenie

Klasyczny bałwan jest uzbrojony. Czasem jest to zniszczona miotła, łopata, a czasem po prostu uschnięta gałąź. 

Elementarz polski poznański, ułożony podług mięszanej metody pisania i czytania, Poznań 1899

Reklama z tamtego okresu w ręce bałwana zamiast broni wkłada w jego ręce (jeśli je ma) po prostu choinkę. Bałwan był wygodnym narzędziem ówczesnego marketingu. Nie odwoływał się do symboli religijnych, a stawał się jakby łącznikiem pomiędzy światem przyrody (lasem) a światem ludzkim a na dodatek przynosił choinkę, zieloną, do ubrania. W tej roli często towarzyszył Gwiazdorowi czy świętemu Mikołajowi. 

Stary szapoklak, czy nocnik?

Głowa bałwana musiała mieć nakrycie głowy. Zwykle przybierano ją tym, co było pod ręką. W mieście mógł temu służyć stary cylinder czy kapelusz, na wsi zepsuty koszyk lub dziurawe wiadro. Na ilustracjach widzimy też mniej codzienne ozdoby, takie jakie nocnik, czy metalowy lejek. W braku czegokolwiek lepiono imitację czapki czy kapelusza ze śniegu. Bałwany z gołą głową są znacznie rzadsze. Szalik pojawia się później.

Tu na rycinie z 1899 według obrazu E. Kronbergera widzimy na głowie bałwana... lejek

A tu stare wiadro. Przyjaciel Dzieci. 1915 r.

Natomiast na ilustracji  Gertrud Caspari  z 1925 roku czyżby stary czajnik?

Czasem… na bałwaniej głowie pojawiają się… hmmm….. włosy? Wykonane z jodłowych gałązek, czy patyczków sprawiają dość dziwne wrażenie, tak jak na tej poznańskiej reklamie z 1909 roku. Co ciekawe podobne przybranie głowy znalazłam na rosyjskiej kartce z…1917 roku.

fragment poznańskiej reklamy z okresu Bożego Narodzenia. Skład żelaza, lamp, szkła i porcelany Z.Mazurkiewicza z ul. Wrocławskiej [Dziennik Poznański 1909 r.]
 
fragment rosyjskiej pocztówki z 1917 r. 

Węgielki i marchewka

Do przybrania postaci wykorzystywano to, co znalazło się zimą pod ręką. Oprócz węgielków i marchewki mogły temu służyć kamienie, ziemniaki, kawałki patyczków. Ponoć też na początku XX wieku można było kupić w sklepach specjalne zestawy do przybrania bałwana. Na pewno jednak bałwan miał cechy człowieka, albo postaci przypominającej ludzką, i to zazwyczaj ubranej, bo symbolicznie „ubierano go” w guziki. Czasem jednak rzeźbiono mu twarz, próbując mu nadać ludzkie cechy. Na niektórych pocztówkach widać dzieci z kopystkami, które służyły uplastycznieniu bałwaniej fizjonomii.
Na bałwani nos, nieważne czy z marchewki czy z buraka, często czaiły się zające.  Ilustracja Polska 1931 r.

Alkoholik i nikotynista

O ile w Stanach wykorzystywano bałwana do reklamy alkoholu, o tyle u nas jego nieodłącznym atrybutem była fajka lub (w wersji nowocześniejszej) cygaro. Fajka, czy to stara i przepalona od dziadka, czy zrobiona z gałązki z szyszką, to częsty atrybut bałwana w tym okresie. Ten motyw powtarza się często na ilustracjach i w opisach lepienia bałwana w ówczesnych czasopismach dla dzieci czy opowiadaniach. Współczesne bałwany, jak widać, wykazują się większą wstrzemięźliwością. A może wspomniana fajka miała służyć jako atrybut męski? Bałwan bez wątpienia był facetem.

Pocztówka noworoczna, 1910 r. [Polona]

Bałwan z cygarem i kominiarz pocztówka wyd, Niemcy,ok.1931 r. [Polona]

Olbrzym

Jeżeli warunki pogodowe temu służyły to budowano śnieżnego olbrzyma. Im większy, tym lepszy i zabawa przedniejsza. Nierzadko widać, że bałwan jest olbrzymem, więc do jego budowy potrzebna była nawet… drabina.


ilustracja z książki Elwiry Korotyńskiej ,  Wesoła zabawa. 1931


Przyjaciel Dzieci 1875 r.

W kręgu 

Zabawa z bałwanem nie kończyła się zwykle na jego budowie. Tańczono wokół niego, trzymając się za ręce, śpiewając zwykle wesołe, wymyślone na miejscu piosenki. Czy to echo jakiś dawnych obrzędów? A potem… przystępowano do destrukcji.

Bałwan, drzeworyt z 1511 r. [Wikipedia]

Le Courrier français, 1908 r.

Zniszczyć, rozwalić, ugotować…

Cała ta misterna robota nie zawsze służyła budowie ozdoby podwórka, czy postawieniu swoistego, zimowego stróża, który miał pilnować obejścia. (Spotkałam się z też z bałwanem z latarnią, który bardziej przypominał stróża). Bałwana należało zniszczyć. W wielu opowiadaniach dla dzieci zetknęłam się z opisem bitwy na śnieżki, staczanej z bałwanem. Oczywiście stroną przegraną był właśnie bałwan. Resztę zniszczenia dokowały już rączki i nóżki ówczesnych milusińskich. Jakże doskonały i intuicyjny sposób na odreagowanie złości dla dzieci. Dzisiejsza psychologia byłaby przyklasnęła tylko temu pomysłowi. Poza tym można następnego dnia można było zacząć zabawę od nowa. Czy jednak tylko to? Na najstarszej, zachowanej ilustracji z Godzinek  Getijden-en gebedenboek  z roku 1390 widzimy bałwana na ruszcie… a zatem idea zniszczenia śnieżnego potwora okazuje się znacznie starsza. 

Najstarszy, dotychczas znany wizerunek bałwana ( i to bałwana na ruszcie) z  ok. 1390 r. Getijden-en gebedenboek; [Wikipedia]

Wszystko wskazuje na to, że zniszczenie bałwana miało zagwarantować wcześniejsze nadejście wiosny, urodzajne lato. Pamiętajmy – zima była okresem trudnym, niebezpiecznym i choć dawni ludzie tłumaczyli sobie jej istnienie jako naturalny porządek rzeczy, pozwalający przyrodzie odpocząć i odrodzić się wiosną na nowo, to jednak ta pora roku wymagała od człowieka wielu wyrzeczeń, przygotowań i dużej siły przetrwania. Im krócej trwała, tym lepiej. Szczególnie dokuczliwa była tam, gdzie trwała najdłużej i była najsroższa. Istnieją hipotezy, że w rosyjskiej mitologii bałwany były wyobrażeniem duchów zimy, które proszono o miłosierdzie i skrócenie czasu trwania zimna i mrozu. Szybkiemu odlotowi w niebo służyć miała trzymana w rękach miotła (tak jak i czarownicom?) Rzeźbiono tam także śnieżne baby, a niekoniecznie śnieżniki, czyli postacie męskie.

Ilustracja Adriana Ludwiga Richtera (1803-1884), 
Posener Jugendkalender 


  W Zurychu zachował się wyjątkowy rytuał niszczenia bałwana. W święto Sechseläuten (kiedyś obchodzone w dzień równonocy wiosennej, dziś w trzeci poniedziałek kwietnia) spala się postać bałwana Böögg, symbolizującego zimę. Bałwan jest szmaciany, ale nadziany materiałami wybuchowymi. Tradycja głosi, że czas pomiędzy podpaleniem stosu a wybuchem jest wskaźnikiem nadchodzącego lata. Im to krótszy czas tym cieplejsze i bardziej słoneczne lato się zapowiada. A tak na marginesie - szwajcarski Böögg zachował swoją fajkę. 

Święto Sechseläuten w Zurichu w 1910 roku Sechseläuten 1910 - Sechseläuten – Wikipedia

Podobne zwyczaje spotkamy i w innych krajach. W tzw. Różową Niedzielę (Laetare) czyli IV niedzielę Wielkiego Postu, gdy kapłan w kościele katolickim może ubrać ornat koloru różowego, w niektórych niemieckich miejscowościach, świętuje się tzw. Sommertagszug, podczas którego pali się bałwana ze słomy.  Zaś w Segedynie, na Węgrzech, pod koniec zimy bałwanki spychano do rzeki Cisy. 

Bałwan polityczny

Bałwana kojarzono z osobą głupią, nierozgarniętą, a wyzwisko "Ty bałwanie" raczej nie należy do uprzejmych. Nie tylko w Polsce określenie bałwan ma zabarwienie pejoratywne. Na Litwie bałwan nazywany jest bezmyślnym. Na znak protestu przeciwko litewskiemu rządowi, zimą 2005 r., Litwini ulepili 141 bałwanów w pobliżu swojego parlamentu - po jednym dla każdego posła. Historia politycznego lepienia bałwanów jest znacznie dłuższa.  Ot choćby podczas wyjątkowo śnieżnej zimy w 1511 r. w Brukseli mieszkańcy ulepili ponad 100 bałwanów. Część z nich była satyryczna, część przedstawiała nawet sceny dość obsceniczne, ale znalazły się i takie o charakterze politycznym. 

W 1909 roku w Berlinie, w Tiergartenie ulepiono bałwana, który stał się obiektem wycieczek berlińczyków. Otóż zręczny artysta w śniegowej postaci wiernie odtworzył postać ówczesnego kanclerza Bűlowa. Spór artysty z fotografem, który chciał zarobić na odbitce pocztówki ze śnieżnym księciem Bülowem stała się zarzewiem procesu o prawa autorskie, o którym chętnie wspomniała poznańska prasa, jako że książę Bernhard von Bülow, niemiecki polityk, dyplomata, kanclerz II Rzeszy oraz premier Prus w latach 1900-1909 nie był zbyt lubiany w Poznaniu ze względu na swoją antypolską politykę. 


Postęp styczeń 1910 r.

Motyw bałwana był często wykorzystywany przez satyryków. Tak jak w poniższej satyrze na koalicję Niemiec i AustroWęgier na początku 1915
Satyra na sojusz Niemiec i Austrio-Węgier na początku I wojny światowej. Czasopismo  Mucha 1915 r. 



Pełna bibliografia u autorki.

Inne źródła:

Outrageous Postcards and Ads of Snowmen Gone Wild | Arts & Culture | Smithsonian Magazine

The History of the Snowman - Bob Eckstein - Google Książki

Winter's Effigies: The Deviant History of the Snowman - Atlas Obscura

Krótka historia bałwana | Nowy Dziennik

Jeszcze kilka dziecięcych wierszyków ;)

Słówko 1934

Światek Dziecięcy : bezpłatny dodatek do Przyjaciela Dzieci. 1911

Mały Przewodnik 1933.



Światek dziecięcy 1911 r.




 



31 stycznia

Łyżwy skandynawskie "ski" zwane czyli pierwsze narty w Poznaniu


*ul.. Berlińska - obecna Dąbrowskiego

Źródło Informacji: Wielkopolanin 1899 r.
Noworoczna pocztówka z 1912 roku , druk. Lipsk [Polona]

 

11 grudnia

Poznańskie Sokolice

Poznańskie Sokolice w roku 1902. Zdjęcie znalezione wraz z informacją o poznańskich sokolicach w krakowskiej Ilustracji Polskiej


Droga do równouprawnienia kobiet wiodła nie tylko przez prawa wyborcze, ale również coraz większy udział kobiet w różnego rodzaju stowarzyszeniach czy szeroko rozumianej działalności społecznej. W Wielkopolsce chyba panowie nie mieli kompleksów i nie bali się współuczestniczenia w wielu działaniach z paniami, bo wielkopolskie kobiety były niezwykle przedsiębiorcze. Prowadziły własne interesy, brały czynny udział w samodzielnych działaniach na rzecz osób słabszych, chorych, dzieci. Propagowały rękodzieło domowe organizując wystawy robót kobiecych. Doceniano też ich udział w krzewieniu świadomości narodowej i to nie tylko w ramach wychowania dzieci, ale i na szerszym polu. To tutaj szły do aresztu nauczycielki za zabronione potajemne uczenie języka polskiego. Już w lipcu 1909 roku na walnym zebraniu „Sokoła” poznańskiego uchwalono, by przyjmować do organizacji także kobiety na równych prawach z mężczyznami.



Poznanianki już wcześniej, bo od 1900 roku, miały co prawda już swoją sekcję kobiecą w organizacji, ale pełnoprawnymi Sokolicami stały się właśnie w 1909 roku. Wcześniej, przed 1908 rokiem, nie pozwalały na to niemieckie przepisy. Gorzej, ćwiczenia i prezentowanie swoich umiejętności przez poznańskie gimnastyczki było zwykle blokowane przez policję. Tak na przykład było w 1904 roku w Poznaniu podczas zlotu Sokoła. Gnieźnianki, które również szybko stworzyły własną sekcję, były w czasie swych ćwiczeń – nadzorowane nawet przez panów policjantów.



Przypomnijmy, że pod nazwą „Sokół” działały towarzystwa sportowe, powstałe w XIX wieku w wielu krajach słowiańskich. Celem Sokoła było podnoszenie sprawności fizycznej i duchowej oraz rozbudzanie ducha narodowego. Szczególnie tu, w Wielkopolsce, działalność Sokoła, choć niemile widziana przez zaborcę, odegrała znaczącą rolę w krzewieniu postaw patriotycznych.

A w Jarocinie, jeszcze w 1912 roku tak policja uprzykrzała ćwiczenia Sokołów... podobne akcje zresztą działy się i w innych wielkopolskich miejscowościach. 

Nie trafiłam jeszcze niestety na żadną większą publikację, poświęconą konkretnie poznańskim druhnom z poznańskiej organizacji. Może ktoś rozwinie temat? Chętnie poczytałabym więcej o tych dzielnych młodych kobietach, a także o ich dalszych losach. A może macie wśród domowych pamiątek jakąś prababkę w takim niecodziennym stroju i zastanawiacie się, do jakiej to organizacji należała?

Tu o początkach poznańskich sokolic z Ilustracji Polskiej z 1902 roku.



#towarzystwoSokół #sokolice #równouprawnieniekobiet #sportwPoznaniu #poznan1908 #sokolicepoznanskie


11 listopada

Najstarsze rogalowe ogłoszenie?


Jak tam świętomarcińskie rogale? Smakowały?


Wszędzie głośno o najstarszym rogalowym ogłoszeniu z „Dziennika Poznańskiego” z 1860 roku. (Notabene zapewne ktoś podejrzał dyskusję na forum Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego "Gniazdo", którego też mam przyjemność być członkinią).

Inni wspominają o cukierniku Józefie Melzerze z 1891 roku.


Prawnuczka Marianny ma dla Was najstarszą wzmiankę o rogalach z... 1854 roku. Tylko dla Was, drodzy Czytelnicy, najstarsze ogłoszenie o rogalach!!! 1854 rok Cukiernia Pfitznera.

Może jednak znajdzie się starsze? Nie ustaję w poszukiwaniach.




--------------------

edit...
A jednak...
Śpieszę donieść, że świętomarcińskie rogale reklamowano jeszcze wcześniej...


A zatem...
1853 rok... cukiernie Pfitznera oraz Szpingiera



Jednak prawdziwym rekordzistą w reklamowaniu 

świętomarcińskich rogali 

jest piekarz Lorenz (Wawrzyniec) Smelkowski...


Oto 1847 rok !!!


Może któremuś z wiernych Czytelników znajome się zdaje to nazwisko? A i owszem. O rodzie Smelkowskich, a dokładnie o Antonim Smelkowskim pisałam przy okazji adresu Chwaliszewo 3 

Czy Antoni to syn Lorenza?  Może kiedyś ktoś się skusi na przebadanie korzeni tej piekarskiej rodziny. Zdradzę, że jeszcze był Józef Smelkowski, też piekarz. Lorenz  jakiś czas działał na narożniku Starego Rynku i Sierocej, potem prowadził piekarnię przy Dominikańskiej nr 1.  Smelkowscy uchodzili za solidnych piekarzy. Ich firmy wymieniane były wśród tych, o których urzędowo potwierdzano, że wypiekają największe bułki i chleby, a zatem rzetelnie traktowali swoich klientów. Rogale też pewnie były smakowite.